• Foto-01.jpg
  • Foto-02.jpg
  • Foto-03.jpg
  • Foto-04.jpg
  • Foto-05.jpg
  • Foto-06.jpg
  • Foto-07.jpg
logo2

Nie zamykajcie świątyńByć może niektórzy z Państwa zapoznali się z tekstem zamieszczonym na tej stronie z 16 marca br. pod tytułem: „W stadzie baranów i osioł wydaje się mędrcem”. Myślą przewodnią tekstu było bardzo naturalne, a w efekcie nawet „inteligentne” zachowanie osiołka, który w sytuacji dla siebie beznadziejnej okazał nadzwyczajną mądrość, wykonując drobne, bardzo zwyczajne czynności, podpowiadane przez samą naturę. Pomimo to, powtarza się często, że ‘jak osioł to głupi’. Dlaczego chcę dziś nawiązać do tego tekstu, który tym razem ma nieco inny, dla niektórych może dość oryginalny tytuł: Parafialny "osiołek”? Gwoli wyjaśnienia na początku dodam, że w ostatnim czasie otrzymałem bardzo wiele telefonów, maili od Czytelników, którym trudno się pogodzić z faktem zamkniętych kościołów, braku możliwości skorzystania z udziału w nabożeństwach, skorzystania z sakramentów świętych czy sakramentaliów. Sytuacja ta jest – jak twierdzili moi rozmówcy – wynikiem rozporządzeń władz państwowych, w wielu miejscach skutecznie egzekwowanych przez samych duszpasterzy. Nadzwyczaj dotkliwym dla moich rozmówców okazał się fakt, iż jedynie w liczbie 5 osób można uczestniczyć w liturgii np. Mszy świętej czy innych formach nabożeństw. Ponadto rozmówcy zauważają, że to proboszczowie są zobligowani do respektowania tego zarządzenia. W tym kontekście wielu rozmówców zwraca uwagę, że przecież świątynia to nie jest własność proboszcza, ale to własność parafii, stąd powtarzamy „kościół parafialny”. Zaznaczali przy tym, że to oni lub ich ojcowie, praojcowie, budowali świątynię dla całej wspólnoty, a nie tylko dla kapłana, który będzie dla nich duszpasterzem. To oni z darów serca i wiary ponieśli nakłady na zbudowanie tychże świątyń, często na gruncie, darowanym przez nich na rzecz parafii na ten właśnie cel. Stąd wiele pytań, jakim więc prawem zobowiązuje się proboszcza do ograniczenia korzystania z „domu” całej wspólnoty parafialnej?

Rzecz – być może – dla niektórych wydaje się prozaiczna. Skąd przywołanie zachowania naszego osła? Dla przypomnienia. Gospodarz, który podjął zamiar zasypania osła, który wpadł do studni, zawiódł się srogo na tym rozwiązaniu. Bowiem, gdy sąsiedzi farmera zasypywali osiołka ziemią, ten ciągle ją z siebie zrzucał, przez to ją udeptywał pod sobą, i wchodził coraz to wyżej. Po niedługim czasie, ku zaskoczeniu wszystkich, osioł przeskoczył krawędź studni, bryknął i pobiegł wolny. Otóż, idąc niejako za przykładem osiołka, dziś wiele osób też szuka różnych prostych, a jednocześnie naturalnych i oczywistych rozwiązań, analizując przy tym, często intuicyjnie, akty prawne, które ich zdaniem kolidują między sobą. Jednym z faktów jest pozbawianie parafian prawa do korzystania ze świątyni jako ich dobra wspólnotowego. Logika mówi, że skoro kapłan nie może faktycznie nikogo zmusić do udziału w liturgii, to nie może także nikomu takiego udziału zakazać. Nie może więc zabronić nikomu z parafian korzystania z kościoła, który jest własnością parafii. Kapłan co najwyżej może o różnego typu zarządzeniach poinformować wspólnotę, zaś decyzja pozostaje chyba przede wszystkim w gestii każdej osoby dorosłej, której praw nie może pozbawiać ani proboszcz czy inna osoba, zważywszy choćby na Konkordat jako umowę międzynarodową zawartą między Polską a Stolicą Apostolską oraz na Konstytucję RP. Wierny może jedynie sam siebie w tych kwestiach ograniczyć. Ale chyba tylko sam siebie. Przyznam, że usłyszałem od kilku osób jednoznaczną wypowiedź, że „gdyby mój proboszcz został pociągnięty do odpowiedzialności za fakt, iż to ja znalazłem się w świątyni jako szósta lub siódma osoba”, to byłoby to naruszenie prawa, gdyż osoba postronna byłaby karana (z jakiego tytułu i podstawy prawnej?) za moje zachowanie, za moje postępowanie. Słuchacze wyrażają zdumienie faktem, jaki rzekomo ma już miejsce gdzieś na południu Polski.

Jak widać „osiołki” parafialne potrafią zachować wrażliwość na swoje prawa i prawa innych. Nie boją się też szukać własnego rozeznania w sprawach, które ich zdaniem nie powinny mieć racji bytu, z uwagi na naruszenie czyjegoś osobistego prawa, tym bardziej, gdy – jak się wydaje - jest chronione Konstytucją i Konkordatem. Jaki płynie z tego wniosek? Zachowanie osiołka w studni było jego odruchem naturalnym. I wygrał. Zachowanie „osiołków” parafialnych jest też naturalnym wynikiem ich wiary, troski o życie duchowe ich i ich rodzin. Czy takie zachowanie należy uznać za naganne? Nie miałbym odwagi pomyśleć, a tym bardziej nazwać ich nagannym. Daj Bóg – chciałoby się powiedzieć – byśmy mieli takich wiernych na wzór pierwszych Apostołów, którzy bardziej niż ludzkie opinie cenili bliskość z Bogiem, wartość miejsca kultu, miejsca gromadzenia się na wspólnej modlitwie. Inną rzeczą jest bowiem informacja dla wiernych o pewnych zasadach, wymaganiach, zagrożeniach, szczególnie zdrowotnych, a zupełnie inną administracyjne egzekwowanie tego, co powinno pozostać w gestii każdego człowieka dorosłego. Każdy ma prawo, także w swojej parafii, o pewnych kwestiach osobistego życia osobiście decydować (zachowując oczywiste zasady prawne i duszpasterskie oraz normy ładu społecznego) i za swoje decyzje odpowiadać.
Patrząc w tegorocznym Triduum Paschalnym na osamotnionego od ludzi Chrystusa, posłusznego Ojcu Niebieskiemu, niesłusznie skazanego przez ludzi na śmierć, ale też tę Mękę i Śmierć przyjmującego z miłością, dla naszego zbawienia, spójrzmy głębiej w swoje serca, aby odnaleźć w nich przestrzenie własnej odpowiedzialności, ale także i własnych możliwości w sprawach Bożych.

Amicus