• Foto-01.jpg
  • Foto-02.jpg
  • Foto-03.jpg
  • Foto-04.jpg
  • Foto-05.jpg
  • Foto-06.jpg
  • Foto-07.jpg
logo2

Sakramenty święteCzyżby coś nowego znów się pojawiło? Nie daj Bóg by jakieś nowe zagrożenie! A właściwie wielu w Polsce czeka na mocniejsze lanie wody – choćby rolnicy, leśnicy, ogrodnicy, sadownicy. Może jednak warto najpierw zastanowić się nad samym pojęciem, co to znaczy lać wodę? Należy zauważyć, że symbolika i znaczenie wody są bardzo wielorakie. Wodę można w różny sposób stosować, rozumieć czy też interpretować. Może ktoś mieć jeszcze skojarzenie z Wielkosobotnią wodą święconą lub wodą chrzcielną. Ale tym razem to nie to. Być może wielu z Państwa z racji na dzisiejszy tak zwany „lany poniedziałek” przypuszcza, że to o tym będzie właśnie mowa. Chcę wyjaśnić, że to nie chodzi także o lany poniedziałek. Warto sobie też przypomnieć, że lanie wody kojarzy się także z rozrzedzaniem, czyli z zamianą konkretu w coś mało konkretnego. Przyjęto, że lanie wody to mówienie niezupełnie na temat, bądź sam temat jest już na tyle rozwodniony, że zostaje z niego sama woda. Tak więc „lanie wody” lub „wodolejstwo” - to potok słów w wypowiedzi powierzchownej, płytkiej i nie dotykającej sedna sprawy. Jedynym celem „lania wody” jest często zakrycie niedostatków, braku wiedzy i kompetencji. Wielokrotnie można mówić długo, nie dochodząc do sedna.

Tak się składa, że dzięki prowadzeniu tej strony wciąż napływają do redakcji różne uwagi, zapytania, niekiedy także propozycje lub wręcz krytyczne oceny także co do spraw toczących się w Polsce czy w Kościele. No cóż, takie jest prawo i obowiązek Redakcji, by podejmować nowe kwestie czy wyzwania i starać się na nie w miarę możliwości odpowiadać, a często wyjaśniać.

Powróćmy więc do „lania wody” nie w znaczeniu dosłownym lecz symbolicznym. Otóż przed paroma dniami do Redakcji wpłynęło bardzo konkretne i dość zaskakujące pytanie: „Czy w Kościele katolickim zmieniła się liczba sakramentów?”. Już na wstępie wzbudziło się we mnie poruszenie serca myśląc, jak to – skąd taka teza? Zapytawszy rozmówcy o źródło jego niepokoju lub wiedzy na ten temat, przywołał wtedy opublikowaną w ostatnim czasie „Notę Komisji Nauki Wiary Konferencji Episkopatu Polski w związku z pandemią koronawirusa” zatytułowaną: „Jezus żyje i chce, abyś żył”. Trochę zawstydziłem się z tego powodu, że nie miałem jeszcze okazji zapoznać się z owym dokumentem. Ciekaw treści tegoż dokumentu starałem się sprowokować mego rozmówcę do nieco bliższego przedstawienia jego treści. Ten zaś – jak zauważyłem – był dość dobrze zorientowany i czuło się w rozmowie, że ma poważne wątpliwości do punktu drugiego dokumentu, gdzie mowa o Kościele jako „sakramencie nadziei”. Mój rozmówca – odczułem wyraźnie – chciał w rozmowie nie tyle rozwiązać wątpliwość co do ilości sakramentów, lecz wyrazić swoje zaniepokojenie, a nawet oburzenie dotyczące określenia Kościoła jako sakramentu nadziei. Starał się mi przywoływać prawdy katechizmowe zdobyte w ramach edukacji szkolnej i akademickiej dla podkreślenia, że w Kościele przecież mamy siedem świętych sakramentów. Kto i na jakiej podstawie wprowadza wiernych w błąd, podając nowy, ósmy sakrament.

Pomyślałem przez chwilę, że kwestia ta to nie lada wyzwanie – o ile to jest prawdą, że taki dokument rzeczywiście został wydany i zawiera takie stwierdzenie. W tym momencie sam odczułem pewien wewnętrzny niesmak, bowiem ukończywszy studia filozoficzno-teologiczne, a następnie odbywając studia doktoranckie, czy też studiując dokumenty Stolicy Apostolskiej i literaturę teologiczną oficjalnie zatwierdzoną przez Kościół, nie spotkałem się z prawdą, że w Kościele mamy osiem sakramentów świętych. Na początku rozmowy pomyślałem sobie, że facet „leje wodę”. Z biegiem rozmowy nabierałem jednak przekonania, że mój rozmówca nie uprawia tu „wodolejstwa”, a przywołuje treści, które jakoby miały charakter „rozrzedzonych wodą” lub ich redaktorzy posługiwali się trochę „wodolejstwem”. Z drugiej strony pomyślałem, że jeśli jest to oficjalny dokument Kościoła, autorstwa lub aprobowany co prawda nie przez Stolicę Apostolską, ale przez Przewodniczącego Komisji Nauki Wiary Konferencji Episkopatu Polski, to należy pochylić się nad tą kwestią w sposób nadzwyczaj solidny. Nie ukrywam, że rozmówca wzbudził we mnie wewnętrzne przekonanie przyznania mu racji, że przecież w Kościele mamy siedem świętych sakramentów. Z drugiej strony trudno było dopuścić myśl, że oto ktoś wydając dokument – wprawdzie nie rangi Kościoła Powszechnego – wprowadza nowy sakrament. Tchnęło mi to trochę herezją.

Finalizując dialog z moim rozmówcą obiecałem mu, że w niedługim czasie dokument przez niego przywołany stanie się moją lekturą. Tak też się stało. Okazało się, że autentycznie w punkcie drugim wspomnianego dokumentu jest zamieszczony tytuł „Kościół jako „sakrament nadziei”. Początkowo byłem spokojny, gdyż określenie Kościoła „sakramentu nadziei” ujęte było w cudzysłowie. Zastosowanie pojęcia w takiej formule dało mi na chwilę spokój wewnętrzny, i uznałem, że mój rozmówca nie dopatrzył się takiego ujęcia, które stosowane jest, gdy przedstawiane jest coś w przenośni. Z drugiej strony zaś dowodzi to, że przyjęcie dość odważnego określenia, porównania, wzbudza jednak u wiernych określoną wątpliwość, niejasność, niezrozumienie. Zapewne autor lub redaktor tekstu starał się potraktować swoją tezę w sposób odpowiedzialny i zapewne nie miał na celu uprawiania „wodolejstwa”. Daj Bóg by tak było. Ja sam pozostaję tu ciągle trochę rozdarty. Ale woda się jednak rozlała...

Amicus