• Foto-01.jpg
  • Foto-02.jpg
  • Foto-03.jpg
  • Foto-04.jpg
  • Foto-05.jpg
  • Foto-06.jpg
  • Foto-07.jpg
logo2

Pasterz i baranyA może to pasterz pójdzie za baranem? Zaraz, zaraz, poniekąd rozumiem, że mamy czas wiosny i tego rodzaju myśli mogą się pojawiać przy różnych dyskusjach, ba nawet u wielu rolników się w sposób naturalny pojawiają. To rzecz oczywista. Skąd taka refleksja? Otóż będąc w okolicy Łeby, Koronowa miałem okazję rozmawiać z kilkoma osobami gospodarzy, którzy w tym czasie mocno się krzątają przy pracach rolnych, w tym także przygotowując pastwiska na wypas nie tylko bydła. Ilekroć spotykam się z nimi, jestem zawsze zaskakiwany ich mądrością, odnoszącą się nie tylko do spraw czysto gospodarskich. Tym razem w rozmowie poruszaliśmy wiele wątków związanych z obecną sytuacją. A ponieważ niektóre z rodzin to rodziny wielopokoleniowe, wielodzietne, a przy tym kapłańskie, bowiem z nich wywodzą się siostry zakonne i kapłani, stąd panorama tematów w dyskusji była bardzo szeroka, a i wrażliwość na pewne tematy dominowała nadzwyczaj mocno. Jednak i tym razem rozmowę zdominował jeden bieżący temat. Temat dotyczący z jednej strony wymiaru doczesnego, wręcz przyziemnego, z drugiej zaś wymiaru ściśle religijnego, głęboko duchowego. Dyskusja okazała się na tyle frapująca, że nie tylko zaabsorbowała wszystkich obecnych, ale sprawiła, że pewną myślą postanowiłem podzielić się z Państwem. Zaznaczam, że tym razem w rozmowie nie był przywoływany żaden osiołek, lecz zwierzątko o nieco innych gabarytach i innej strukturze (a może tylko interpretacji) inteligenckiej - baran. Nieraz baran robi za osła. Bywa też, że baran myśli, iż jest królem. Idąc za powszechną logiką ludu trzeba jednak przyjąć, że baran to baran, a osiołek to wiadomo. Chociaż rzekomo barany w arce protest podniosły, że nie są wcale głupsze niż osły.

Niektórzy podkreślają, że baran, który przewodzi stadem zaślepionych lwów, może pozwolić sobie na wiele. Taka jest rzeczywistość w tym świecie. Jeden z młodszych rozmówców podczas wspomnianego spotkania zauważył, że jego obserwacja życia – szczególnie w ostatnich tygodniach – doprowadziła go do postawienia dość przewrotnej tezy: czy rzeczywiście żyjemy w czasach, kiedy to baran idzie za pasterzem, czy raczej są to czasy, kiedy pasterz chodzi za baranem? Proszę tylko Czytelników by nie odnosić tego porównania do żadnych konkretnych osób. Chociaż moi rozmówcy przywoływali konkretne przykłady z życia wzięte – przynajmniej w ich odczuciu słuszne – to ja jednak pozwolę sobie na pominięcie takich kwestii. Oni jednak wprost twierdzili, że autentycznie - ostatnio niejeden baran poprowadził w zaułki niejednego pasterza. Nie mogłem pozostać w niewiedzy, co konkretnie mieli na uwadze. To, że bazowali na zwierzątku zwanym baranie, to mnie nie dziwiło, boć to przecież ich codzienność. Natomiast efekty pewnych mądrości w opisie relacji: pasterz i baran (i odwrotnie), to zapewne już ich własna interpretacja. Czy słuszna? Nie mnie oceniać.

Ponieważ spotkanie odbywało się tuż przed Niedzielą Miłosierdzia Bożego, a wiem, że w rodzinie tej kult do Miłosierdzia Bożego mocno wrósł w praktykę życia religijnego, pojawił się i ten temat. Uderzyła mnie nadzwyczaj ciekawa interpretacja związana z tym kultem. Mianowicie gospodarze – moi rozmówcy – przywołali pewną dyskusję jaka miała miejsce w okresie świąt Zmartwychwstania Pańskiego. Otóż jedna z pobożnych niewiast zwróciła drugiej uwagę, że nie można miłosierdzia Boga traktować jako Jego działania w oderwaniu od Jego sprawiedliwości. Przecież niezmienna prawda katechizmowa mówi, że Bóg jest Sędzią sprawiedliwym, Który za dobro wynagradza a za zło karze. Racjonalnie i teologicznie rzecz ujmując, trzeba jasno powiedzieć, że Bóg okazując człowiekowi miłosierdzie nie tylko nie pomija, ale nawet nie ogranicza swojej sprawiedliwości. Okazując mu miłosierdzie daje wprawdzie człowiekowi drugą lub wręcz kolejną szansę, nie zmieniając (tym bardziej nie spłycając) przy tym żadnych sprawiedliwych wymogów etycznego życia. Nie można więc mniemać ani twierdzić, że człowiek może spokojnie dopuszczać się zła, trwając w błogim przekonaniu, że i tak przecież Bóg mu daruje, bo jest miłosierny. I przecież bardzo Mu na nas wszystkich zależy. Takie myślenie to jeden z grzechów przeciwko Duchowi Świętemu: „przeciwko miłosierdziu Bożemu zuchwale grzeszyć”. Nie wolno nam więc traktować miłosierdzia z pominięciem sprawiedliwości – w tym sprawiedliwych wymogów Boga wobec człowieka i sprawiedliwej (a więc integralnej, kompletnej) Bożej oceny ludzkich działań. Niestety, moi rozmówcy przywołali kilka przykładów z homilii i konferencji, których wysłuchali podczas różnych uroczystości, głoszonych także przez niektórych duszpasterzy. W ich odczuciu - można powiedzieć – herezji. Nie tylko nie można, ale nie wolno mówić o miłosierdziu Bożym w oderwaniu od sprawiedliwości Bożej.

Trudno po takim wywodzie ponownie nie powrócić do naszego dzisiejszego bohatera – barana. Można by w tym miejscu przywołać wprost mądrość ludową: „Marna impreza, gdzie barany na bramce”. Cóż, okazuje się, że niesprawiedliwość mądrych ludzi w barany, a barany w mądrych przemienia. Niekoniecznie uważający się za mądrych, mądrymi się okazują. Owa prawda nie odnosi się tylko do edukacji, ale przede wszystkim do całej dzisiejszej sytuacji, jaką przeżywamy. Ci, których za baranów uważamy, często okazują się prawdziwymi mędrcami (ludzie prostego serca, pełni wiary, ludzie znający przykazania), a mędrcy (…) stają się baranami. A co na to by rzekli niektórzy pasterze? Nie mnie snuć przewidywania, gdyż nie jestem ani prorokiem ani wróżbitą. Należę do tych, dla których mądrości prostego, ale wierzącego i zdrowo myślącego ludu, są odzwierciedleniem prawdziwej miłości Boga - nie przekupnej, nie relatywnej. Tak więc warto postawić pytanie: kto winien za kim iść? Czy baran za pasterzem, czy pasterz za baranem?

Amicus