• Foto-01.jpg
  • Foto-02.jpg
  • Foto-03.jpg
  • Foto-04.jpg
  • Foto-05.jpg
  • Foto-06.jpg
  • Foto-07.jpg
logo2

SpanieRelaks, wypoczynek, ładowanie trochę już zużytych baterii – tego potrzebuje człowiek, który jeszcze ma ochotę od czasu do czasu podjąć się jakiegoś zadania. Wydawałoby się, że to prosta zależność: odpoczniesz i masz siły, by wykonać jakąś pracę. Ale u prawdziwego lenia to tak nie działa. Prawdziwy leń, żeby należycie wypoczął, musi nie tylko odbudować siły fizyczne, ale również zaprowadzić porządek w głowie. Aby w pełni nasycić swoje lenistwo, trzeba zlikwidować choćby najmniejszy cień myślenia o pracy. A jak ja można mieć w głowie porządek, kiedy na przykład robimy sobie wolny tydzień, podczas którego, nawet jeśli leżę bez ruchu spryskiwany eleganckimi wodami, kłębią nam się myśli o tym wszystkim, co za parę dni mamy do zrobienia? Nawet zwiększenie intensywności spryskiwania i wachlowania nic nie pomoże. No dobrze – powie ktoś – zrób pan sobie dwa wolne tygodnie albo i miesiąc. Ludzie tak postępują. He, he, he, ludzie może tak, ale nie lenie. Gdy tylko leń pomyśli o komasacji spraw zepchniętych na „za miesiąc”, robi mu się słabo. Należy stworzyć sytuację, w której nicnierobienie jest stanem od nas niezależnym, nieodwołalnym i nieskracalnym. Stanem, w którym nie powracają refleksje typu: „Kurczę, znowu leżę na tym piachu, zamiast szybko zrobić to, co odłożone, i mieć z głowy myślenie o tym czymś”. Jak zdobyć takie niepodważalne alibi na bezruch myślowy? To zależy od rodzaju lenia. A jacy to są?

Leń uczynny – wszyscy go wykorzystują. On nigdy nie mówi nie. Ma wiele dobrych chęci, chce pomagać załatwiać i usługiwać. Naprawdę za dużo mu się zwala na głowę. Z tego wszystkiego nie robi nic. Bo przecież nie ma czasu, skoro tle ciągle ma do załatwienia.

Leń dumny – pracowałby, gdyby go poproszono, wysyłając do niego specjalna kartkę ze złotym brzegiem i wiadomością, że w czwartek oczekuje się go z wyrazami nadziei, a dywam czerwony jest już rozłożony czeka w napięciu.

Leń zasuszony – żeby nic nie robić, stara się nie żyć. Nie je, nie brudzi, nie inwestuje, nie planuje. W swoim cichym domu-terrarium wygrzewa się pod gołą żarówką. Nawet, jeśli czuje, że nie jest mu wygodnie, to swoim zrogowaciałym, suchym paluszkiem nawet nie kiwnie, żeby coś zmienić.

Leń kierownik – z nadzwyczajną łatwością rozdziela pomiędzy innych pracę. Dobrze to robi, ale w zamieszkaniu zapomina o sobie. A kiedy wszyscy mają już coś do roboty, on, zadowolny, myśli, jak się „natyrał”, żeby tak świetnie to zorganizować.

Leń fantasta – o, gdyby mieć taką maszynę, żeby z przodu wkładać szary papier, a z tyłu wychodziły by banknoty studolarowe. Właśnie, czymś takim trzeba się zająć. I nad tym warto popracować.

Leń na dwie lewe ręce – co weźmie, to upuści. W końcu wszyscy nie posiadają się ze szczęścia, jeśli uda mu się przykleić znaczek do listu. Tak długo wmawia swojemu otoczeniu, że nic nie umie, że kiedy nareszcie coś zrobi, to pochwałom i zachwytom nie ma końca, co w konsekwencji utwierdza właściciela samych lewych kończyn, że drogę życiową obrał słusznie i dalej spokojnie wszystko, co weźmie, upuszcza.

Leń filozof – zaczyna świetnie, dziarsko, pomysłowo, logicznie. Już prawie kończy, kiedy nagle zamyśla się… Odkłada księgę, wyjmuje notes i w byle jakiej rubryce pisze: Czy życie ma sens? Którędy droga? Ja i nieskończoność.

Leń precyzyjny – jak coś robi, to już robi. Co z tego, że jeden kartofelek obiera półtorej godziny? Głodni cierpliwie poczekają. Zresztą nie mają wyboru, dobrze wiedzą, że albo będą się cieszyć, albo nie dostaną nic, bo przecież w każdej chwili może jeszcze okazać się, że zmarszczka na obrusie przeszkadza i z obiadem trzeba będzie poczekać, dopóki wszystkiego się nie wyprasuje i nie wygładzi.

Leń senny – ludzie dzielą się na tych, którzy śpią dla przyjemności i tych, którzy wolą przyjemności niż sen. Cokolwiek by się naopowiadało o „właściwościach organizmu”, jedno jest pewne – lenie śpią długo. Z latami wmontowują sobie antybudzik, dzięki któremu mogą wstać dopiero koło południa. Potem, zanim się pozbierają, ubiorą, założą buty, - już jest pora na obiad. A po obiedzie znowu trzeba się położyć na zdrową drzemkę. Za to wieczorem, wyspani i wypoczęci, chętnie by coś zrobili – ale co? Skoro urzędy i sklepy są zamknięte, stukać młotkiem nie wolno, do siania i orania za ciemno. Więc siedzą tylko i myślą. Siedzą przy lampie, telewizorze, barze, i myślą, że życie im się nie udaje, że chociaż są tacy zdolni, to jednak ktoś inny robi karierę. Tak dużo myślą, że potem nie mogą zasnąć i przewracają się z boku na bok. Nic dziwnego, że potem musza spać do południa.

Leń katorżnik – w publicznych miejscach ostentacyjnie ociera zroszone czoło. Po każdej 15-minutowej pracy robi pół godziny przerwy. Co jakiś czas z poważną miną zasiada do regeneracyjnego posiłku – wiadomo, ktoś, kto tyle pracuje, musi dbać o swoje siły. Praca jest dla niego nie kończącą się katorgą, smutnym obrzędem, karą za grzechy, ale, niestety, również jedynym sposobem do osiągnięcia emerytury, za którą tęskni już od przedszkola.

Leń nieśmiały – moja praca i tak jest do niczego – lepiej nie zaczynać.

Leń stadny – inni nic nie robią – to ja będę się wychylał?

Leń oszust – za nic się nie przyzna. Tak się wstydzi, tak ukrywa przed światem swoje lenistwo, że gotów jest zapracować się na śmierć. Cały dzień lata, załatwia, telefonuje, wszystko po to, żeby po odwaleniu obowiązków chociaż przez chwile posiedzieć w fotelu, nie robiąc nic. Wiele światowych karier powstało z takiego utajonego lenistwa. Więc czym w końcu jest lenistwo? Aby dać prawdziwy obraz tej namiętności, trzeba dodać, że lenistwo jest jakby błogosławieństwem duszy, które ja pociesza po wszystkich stratach i zastępuje wszystkie dobra.

Leń futurysta – on na pewno będzie pracować! Jutro, za chwilę, niebawem. Albo, przestanie padać. Może po powrocie z wakacji? Na razie zbiera siły, a potem ruszy jak burza.

Amicus