• Foto-01.jpg
  • Foto-02.jpg
  • Foto-03.jpg
  • Foto-04.jpg
  • Foto-05.jpg
  • Foto-06.jpg
  • Foto-07.jpg
logo2

Ból i cierpienieO bólu i cierpieniu napisano już bardzo wiele. Życie niekiedy daje nam bolesne nauczki, ale to ze stawania czoła przeciwieństwom losu bierze się nasza siła. Cierpienie i ból w naszym życiu przeplata się radością i szczęściem. Raz jest lepiej, innym razem gorzej. Ran odnosimy sukces to znów innym razem doznajemy porażki. Jednego dnia ogarnia nas radość, następnego towarzyszą nam łzy i smutek. Jednak w dłuższej perspektywie życia więcej chwil mamy radosnych jak smutnych. Trudności i kryzysy nie trwają wiecznie i można je przezwyciężyć. Z kamieni rzucanych nam po drodze pod nogi należy zbudować schody, które poprowadzą nas jeszcze wyżej. Inna kwestią jest to, że najgorszy ból w życiu to ten, którym nie możesz się z nikim podzielić, bo ci, którym możesz o nim powiedzieć, nie zrozumieją, a tym, którzy mogliby zrozumieć, nie możesz powiedzieć. Mamy i tę świadomość, że cierpienia nie da się opowiedzieć – nie ma smaku, barwy ani kształtu. Jest tylko ciężarem, który nosi się w każdej komórce ciała.

Często pytamy siebie o nasz ból, o jego przyczynę, motywacje, sens i czas trwania – jak długo? Pytania te i inne mają swój uzasadniony sens, bowiem każde pytanie rodzi się w naszym sercu, naszym umyśle, naszej duszy oczekującej nie tylko samej wiedzy, lecz jego zasadności. Warto sobie uświadomić, że w naszych przyjemnościach Bóg zwraca się do nas szeptem, w naszym sumieniu przemawia zwykłym głosem, w naszym cierpieniu – krzyczy do nas; cierpienie to Jego megafon, który służy do obudzenia głuchego świata. Przekaz przez cierpienie jest bardziej skuteczny aniżeli przez radość czy szczęście. Każde cierpienie ma wymiar duchowy, jest najbardziej bezpośrednim objawem naszej świadomości. Wprawdzie ból dość często dokonuje zmiany, ale nie zmienia on faktów. Zapewne słuszna jest teza, że człowiek, który nie poczuł smaku swoich łez, nie jest i nie może być prawdziwym człowiekiem. Taki nigdy do końca nie zrozumie drugiego człowieka, ale tez i nie zrozumie samego siebie. Kiedy przychodzi ból, a wraz z nim płacz, zamykamy oczy, chcemy z tym pozostać sami. Kiedy jednak otworzymy oczy warto spojrzeć wokół siebie i podjąć myśl kroczenia dalej. Tam bowiem dokąd zmierzamy niekoniecznie jest tylko ból i łzy.

Warto pamiętać, że nikt nie zasługuje na nasze łzy, a ten kto na nie zasługuje na pewno nie doprowadzi nas do płaczu. Przede wszystkim w takiej chwili winna towarzyszyć nam świadomość, że Bóg nie zszedł na ziemię, aby cierpienie znieść czy tez wyjaśnić, lecz aby je napełnić swoją obecnością. Zawsze tam gdzie jest ból jest obecna i nadzieja. A kiedy Bóg chce nam zrobić jakiś podarunek, zwykle opakowuje go w cierpienie. I Jego mądrość polega na tym, że im większy podarunek otrzymujemy, tym większym cierpieniem Bóg go maskuje. Cierpieniami Bóg wybawia nas od jeszcze większych cierpień. Może smutne jest to, że Bóg przez cierpienie niejednokrotnie budzi nas ze snu uśpionej duszy. Ponadto wielu uważa, że cierpienie to mądry mistrz, który wielu uczy, wielu przestrzega, wielu pomaga, i wielu zbawia. A kiedy ból jest bardzo wielki, wtedy Bóg wzmacnia nam plecy to jego dźwigania. Może warto zastanowić się nad tym, czy czasem nie częściej cierpimy z powodu naszego gniewu i żalu, niż z powodu rzeczy, które wprawiają nas w gniew i wzbudzają żal.

Kiedy towarzyszy nam uczucie, że Bóg zamknął drzwi przed nami, wtedy warto pomyśleć i pamiętać, że jest jeszcze okno, które też Bóg może otworzyć. Na wzór tego warto by i nasze drzwi serca były wciąż otwarte. A jeśli uznasz, że należy je przymknąć, zostaw przynajmniej okno twej duszy otwarte. Krzyż, który weźmiesz na siebie, po drodze się zgubi. Krzyż, którego nie przyjmiesz, będzie ci leżał w poprzek każdej drogi.

Amicus