• Foto-01.jpg
  • Foto-02.jpg
  • Foto-03.jpg
  • Foto-04.jpg
  • Foto-05.jpg
  • Foto-06.jpg
  • Foto-07.jpg
logo2

Bez ojcaUrodziłem się dnia 02 lutego 1983 roku o godzinie 6:45 rano, to była środa. Moje dzieciństwo z początku przebiegało ot tak jak każde inne. Pierwsze chwile życia jakie pamiętam to około 2-3 lata, coś tam mi się przeciera. Od początku każdy widział we mnie różne predyspozycje i talenty. Moi rodzice byli przeważnie zajęci, tato pracował w PKS Ciechanów, mama w szkole. Nie będę się opisywać jako szkrab, tylko wymienię takie różne ważne epizody. W wieku 4 lat, czytałem biegle gazety, liczyłem doskonale, miałem super orientację w geografii Polski, co zawdzięczam memu ojcu, który mnie zabierał autobusem wszędzie gdzie się tylko dało. Mam siostrę starszą o 4 lata. Moje przejścia życiowe, zaczęły się gdy pewnego dnia, pamiętam jak mama wróciła taksówką ze szpitala bo była na badaniach, weszła do domu i powiedziała: „Mogę już tu nie wrócić”. Nie zdawałem sobie sprawy co oznaczają te słowa. Choroba mamy rozwijała się potwornie szybko. Okazało się: rak na wątrobie. Szybka operacja, pośpiech, i sakramentalne słowo lekarza ordynatora: 11 dni życia... Niestety, stało się. Byłem za mały żeby rozumieć co się stało, byłem za mały, była to dla mnie ciekawość. Nie rozumiałem że mama już odeszła, pamiętam odgłos spadającego piasku na trumnę mamy... Pamiętam było bardzo dużo ludzi na pogrzebie.

SpanieRelaks, wypoczynek, ładowanie trochę już zużytych baterii – tego potrzebuje człowiek, który jeszcze ma ochotę od czasu do czasu podjąć się jakiegoś zadania. Wydawałoby się, że to prosta zależność: odpoczniesz i masz siły, by wykonać jakąś pracę. Ale u prawdziwego lenia to tak nie działa. Prawdziwy leń, żeby należycie wypoczął, musi nie tylko odbudować siły fizyczne, ale również zaprowadzić porządek w głowie. Aby w pełni nasycić swoje lenistwo, trzeba zlikwidować choćby najmniejszy cień myślenia o pracy. A jak ja można mieć w głowie porządek, kiedy na przykład robimy sobie wolny tydzień, podczas którego, nawet jeśli leżę bez ruchu spryskiwany eleganckimi wodami, kłębią nam się myśli o tym wszystkim, co za parę dni mamy do zrobienia? Nawet zwiększenie intensywności spryskiwania i wachlowania nic nie pomoże. No dobrze – powie ktoś – zrób pan sobie dwa wolne tygodnie albo i miesiąc. Ludzie tak postępują. He, he, he, ludzie może tak, ale nie lenie. Gdy tylko leń pomyśli o komasacji spraw zepchniętych na „za miesiąc”, robi mu się słabo. Należy stworzyć sytuację, w której nicnierobienie jest stanem od nas niezależnym, nieodwołalnym i nieskracalnym. Stanem, w którym nie powracają refleksje typu: „Kurczę, znowu leżę na tym piachu, zamiast szybko zrobić to, co odłożone, i mieć z głowy myślenie o tym czymś”. Jak zdobyć takie niepodważalne alibi na bezruch myślowy? To zależy od rodzaju lenia. A jacy to są?

Jak żyćJuż słyszę chóralną odpowiedź: ależ oczywiście!!! A wiesz co znaczy lepiej żyć? Z tym już nieco problem. Posypia się różne odpowiedzi, dotyczące wielu kwestii. Niby wszyscy chcemy żyć w lepszym świecie, i to jak najszybciej. Nie bez znaczenia ludzie robią karierę, proponując receptę na wszystko. A jest taka? O naiwności. Wprawdzie już nieco przeżyłem lat, ale nie spotkałem recepty dobrej na wszystko. Czyli? Nie ma. Tu i ówdzie można spotkać modne pomysły, by problemy tego świata rozwiązać za pomocą nowoczesnych technologii. Pięć dekad temu Alvin Toffler sugerował, że rozpowszechnienie komputerów domowych zlikwiduje patologie kapitalizmu. Byli i tacy co sugerowali, że biedę można zlikwidować za pomocą telefonu komórkowego. Jeszcze inno uważali, że kluczem do uniknięcia katastrof będzie zastosowanie inteligentnej technologii. No i jak sprawa się miewa? Wystarczy spojrzeć na szpalty gazet, dzienników, periodyków. Dramat, tragedia niemal w każdym wydaniu. Więc jak lepiej żyć?

Światło nadzieiCo przede wszystkim oznacza nadzieja? Czy to, że złożone nam obietnice kiedyś się spełnią? Czy dotyczy to tylko wielkich obietnic – życia wiecznego – które składa nam Bóg?, czy także tych małych obietnic, które sobie czasami po ludzku składamy? Zapewne w każdej z tych sytuacji uruchamiamy nadzieję. Czym ona właściwie jest? To cnota, która mocno wiąże się z czekaniem, także z taką radością na to, co będzie na końcu. Myślę jednak, że nadzieja najbardziej widoczna jest w sytuacjach granicznych. A tych jest wiele, niemal codziennie. Ciekawym jest i to, że nadzieję kojarzymy z kolorem zielonym. Nieprzypadkowo z tym samym kolorem kojarzy się nowe życie. Bo nadzieja to właśnie szansa na nowe, lepsze życie. Każdy czas, także ten lipcowy, letni, wakacyjny, urlopowy jest czasem nadziei. Ileż to nadziei łączymy z tym czasem, z tym okresem roku. W sumie bywało z tym bardzo różnie. A ja wierzę w nadzieję! To nie żart. Ktoś zapyta – czego ona ma dotyczyć? Dotyczy naszego życia. Bowiem każdy dzień stwarza każdemu z nas okazję do spełnienia jakiejś nadziei. No chyba, że nie chcemy niczego nowego. Ja wierzę w nadzieję, ja ją mam i staram się nią dzielić.

czas na zmianyDawno, dawno temu, na oceanie istniała wyspa, którą zamieszkiwały emocje, pragnienia i ludzkie cechy: Bogactwo, Duma, Smutek, Dowcip. A wszystkich razem łączyła Miłość. Pewnego dnia mieszkańcy wyspy dowiedzieli się, że niedługo wyspa zatonie. Przygotowali swoje statki do wypłynięcia w morze, aby na zawsze opuścić wyspę. Tylko Miłość postanowiła trwać do ostatniej chwili, by pomóc wszystkim załadować się na statki. Gdy pozostał jedynie maleńki skrawek lądu, Miłość poprosiła o pomoc. Pierwsze podpłynęło Bogactwo na swoim luksusowym jachcie. Miłość zapytała: Bogactwo, czy możesz mnie uratować? Niestety nie. Pokład mam pełen złota, srebra i innych kosztowności. Nie ma pośród nich miejsca dla ciebie - odpowiedziało Bogactwo.

Skok szczęściaCo to znaczy? Dobre zdrowie? Odwzajemniona miłość? Pieniądze? Spokój o jutro? Ale czy w ogóle szczęście może znaczyć jedno? Jedną sytuację? Przecież co innego powie bezdomny, a co innego prezes rafinerii. Na dodatek szczęście jednego bywa nieszczęściem innego. Łup dla złodzieja to szczęście, ale dla właściciela jest stratą. Jednym słowem, „być szczęśliwym” to temat rzeka, temat morze. Co tam morze, to temat ocean! Mamy tendencję do tego, żeby szukać szczęścia gdzieś daleko – za górami, lasami, za oceanem. Tak jak to się dzieje w bajkach. Wydaje nam się, że musimy przebyć szmat drogi, żeby znaleźć miłość, ciepło, spełnienie. O szczęściu i jego braku napisano już opasłe tomy. Wszystko już było o szczęściu, tylko jakoś nikt raz na zawsze nie powiedział: to jest szczęście, koniec i kropka. W takim razie może zrobić sprawny unik i zacytować zespół „Dżem”, kiedy śpiewa, że „w życiu piękne są tylko chwile” ufając, że to właśnie o szczęściu.

Sunset over WambergNiby kto, a może co? Zegar chodzi, choć nie ma nóg i kręci się jak ogłupiały. Kot chodzi, lecz niechętnie, Woli odpoczywanie, choć nie wieczne. Diabeł chodzi, i czasem mu wyjdzie to lub owo – najczęściej mu wychodzi z człowiekiem. Bóg nie chodzi, choć idzie mu jak po maśle. Tylko człowiek chodzi, dlatego, że o coś mu idzie. W ten chodzony sposób człowiek rozumie siebie od dawna. Jako chodziarz, pozostający stale w drodze, pielgrzym, wędrowiec, włóczęga, turysta, żebrak, myśliwy. Przechodzi przez most lub rzekę czasu, idzie przez życie, ku śmierci, by zajść tam, po drugiej stronie. No cóż – można powiedzieć, że przejściem jesteśmy i drogą. O co więc chodzi, że ciągle idziemy? Szczególnie teraz, w wakacje, na urlopie – to może wiemy dokąd i po idziemy. Ale czy tak jest zawsze? Idziemy – my wieczni chodziarze. Choć nie wiadomo skąd i dokąd, nie możemy nie iść, nogi same niosą. Hen przed siebie. Filozofia człowieka rzecz można jest filozofią chodzenia. Ponieważ tak długo jak jesteśmy, pozostajemy w marszu, i nie wiadomo, który krok człowieka jest krokiem ostatnim, zamykającym wędrówkę w miejscu pod niebem, a zrozumieć człowieka można tylko w drodze – nie jest to rzecz łatwa ująć człowieka. Czy możemy zrozumieć człowieka tylko w chodzie?

Silhouette of  helping hand of a friend.Że warto mieć przyjaciół to rzecz oczywista. Tak mówi historia ludzkich doświadczeń. Rzeczywiście. Dobrze by było mieć przyjaciół na wszystko. Na śmiech. Na łzy. Na rozpacz. Na ból. Na smutek. A najlepiej jednego, który potrafi z nami być na każdym etapie, na każdej strunie naszego życia i w każdym dniu. To duża sztuka towarzyszyć innym w smutku, rozpaczy czy żalu. Stworzyć taką platformę, która pomieści wszystko. Jest taki zwrot po angielsku, który najlepiej oddaje empatyczną istotę przyjaźni: „hold the space” (trzymaj przestrzeń). Że ten nasz przyjaciel potrafi z nami być niezależnie od kontekstu, sytuacji, stanu, okoliczności. Potrafi stworzyć ramy, o które możemy się oprzeć, a nawet czasem zawiesić. Ramy, które nas podtrzymają, dadzą poczucie bezpieczeństwa. W których zmieści się łza, krzyk, a jak trzeba i szał rozpaczy. Dobrze mieć takich przyjaciół. Ale jeszcze lepiej mieć takich, którzy oprócz tamtych kolców pomieszczą złoto. Takich, którzy będą towarzyszyć nam w sukcesach, radościach, wygranych, powodzeniach. Którzy podniosą z nami trofeum, przyniosą wino i będą się grzać z nami przy blasku radości.