Get Adobe Flash player

Licznik odwiedzin

Dzisiaj49
Wczoraj73
W ostatnim tygodniu49
W ostatnim miesiącu2921
Wszystkich87313

VCNT - Visitorcounter

Współcześnie, chrześcijańska koncepcja człowieka dla wielu wydaje się nazbyt jednostronna. Przyznając prymat wartościom religijnym, postrzegana w kategoriach „monopolu Kościoła na prawdę o człowieku”, jest nierzadko selektywnie interpretowana, kontestowana lub zupełnie negowana. Sprzyja temu zasadniczo znieważanie i poniżanie ludzkiej godności, w tym cennych wartości takich jak prawda i miłość, które w dzisiejszej kulturze niemal straciły na znaczeniu, a które są gwarancją równowagi między tym co duchowe i cielesne, co doczesne i transcendentne. W konsekwencji niedoceniana ludzka godność skutecznie dystansuje człowieka od niego samego. Osobowy podmiot „gubi” sam siebie. Aksjologiczne tąpnięcie poważnie narusza fundamenty ludzkiej egzystencji, co efektywnie zmienia bieguny postaw. Nie liczy się już (nie ma znaczenia) postawa być, natomiast priorytetem staje się postawa mieć. Człowiek pozbawiony godności nie może dostrzec na swoim poranionym obliczu podobieństwa do Boga. W „wynaturzonym postępie”, nie potrafi już kierować się bezinteresowną logiką daru z siebie samego, nie umie podporządkować i zagospodarować świata, aby mu służył, za to potrafi go skutecznie niszczyć. Słaby i poniżony, zagrożony upadkiem, w następstwie konsumpcjonizmu, alienacji i uprzedmiotowienia siebie, staje się więźniem własnej kultury, ofiarą „cywilizacji śmierci”, którą sam stworzył. „Nienawidząc siebie” człowiek niszczy siebie, co nierzadko kończy się samounicestwieniem.

Bł. Jan Paweł II ostrzegał przed absolutyzacją wolności i bagatelizacją ludzkiego ciała. W Encyklice Veritatis splendor napisał: „(…) należy się ponownie głęboko zastanowić nad tym, jaka jest właściwa relacja między wolnością a naturą ludzką, a zwłaszcza jakie miejsce zajmuje ludzkie ciało w kwestiach prawa naturalnego. Wolność, która uważa się za absolutną, prowadzi do traktowania ciała człowieka jako surowca, pozbawionego znaczeń i wartości moralnych, dopóki ona nie ukształtuje go według własnego zamysłu. W konsekwencji natura ludzka i ciało jawią się jako wstępne dane czy przesłanki dla wyborów dokonywanych przez wolność, materialnie niezbędne, ale zewnętrzne wobec osoby, wobec podmiotu i ludzkiego działania. Dynamizmy ludzkiej natury nie mogą jakoby mieć moralnie wiążącej rangi, ponieważ celem tych skłonności są jedynie dobra „fizyczne”, zwane przez niektórych „przed-moralnymi”. Próby powoływania się na nie i szukania w nich racjonalnych wskazań dla porządku moralnego należy zgodnie z tym poglądem traktować jako przejaw fizycyzmu lub biologizmu. W tym kontekście napięcie między wolnością a tak zredukowaną naturą oznacza rozłam w samym człowieku. Taka teoria moralności jest niezgodna z prawdą o człowieku i o jego wolności. Sprzeciwia się nauczaniu Kościoła o jedności ludzkiej istoty, której rozumna dusza jest per se et essentialiter formą ciała. Dusza duchowa i nieśmiertelna jest zasadą jedności człowieka, jest tym, dzięki czemu istnieje on jako całość – corpore et anima unus – jako osoba.

Powyższe definicje oznaczają nie tylko to, że również ciało, któremu przyrzeczone zostało zmartwychwstanie, będzie miało udział w chwale; przypominają także o więzi łączącej rozum i wolną wolę z wszystkimi władzami cielesnymi i zmysłowymi. Cała osoba, włącznie z ciałem, zostaje powierzona samej sobie i właśnie w jedności duszy i ciała jest podmiotem własnych aktów moralnych. Prowadzona przez światło rozumu i wspomagana przez cnotę odkrywa we własnym ciele znaki, które są zapowiedzią, wyrazem i obietnicą daru z siebie, zgodnie z mądrym zamysłem Stwórcy. Właśnie w świetle prawdy o godności ludzkiej osoby, którą należy afirmować dla niej samej, rozum jest w stanie ocenić, jaką wartość moralną mają określone dobra, ku którym osoba odczuwa naturalną skłonność. Skoro zaś osoba ludzka nie może być sprowadzana jedynie do samoprojektującej się wolności, ale posiada określoną strukturę duchową i cielesną, to pierwotny nakaz moralny, by miłować i szanować osobę jako cel, a nigdy jako zwykły środek działania, z natury zakłada także potrzebę szacunku dla pewnych podstawowych dóbr; brak tego szacunku prowadzi do relatywizmu i do samowoli”.

„Kasandryczny” obraz rzeczywistości znajduje niejako potwierdzenie w ubiegłorocznym przemówieniu Ojca Świętego Benedykta XVI wygłoszonym podczas przedświątecznego spotkania z przedstawicielami Kurii Rzymskiej (21.12.2012). Papież stwierdził, iż poważnym niebezpieczeństwem jakie zagraża współczesnej rodzinie, a w konsekwencji człowiekowi, jest antropologiczna rewolucja genderowa. Cytując słowa wielkiego rabina Francji Gilleas Bernheima powiedział, że „atak, na który jesteśmy dziś narażeni, na autentyczną postać rodziny składającą się z ojca, matki i dziecka sięga jeszcze głębszego wymiaru. Jeśli do tej pory przyczynę kryzysu rodziny dostrzegaliśmy w niezrozumieniu istoty ludzkiej wolności, to obecnie staje się jasne, że stawką jest wizja samego istnienia, tego, co naprawdę znaczy być człowiekiem”. Przywołując zaś słowa Simone de Beauvoir: „Nikt nie rodzi się kobietą, tylko się nią staje”, Benedykt XVI wskazał na podwaliny ideologii gender. „Zgodnie z tą filozofią płeć nie jest już pierwotnym faktem natury, który człowiek musi przyjąć i osobiście wypełnić sensem, ale rolą społeczną, o której decyduje się autonomicznie, podczas gdy dotychczas decydowało o tym społeczeństwo. Oczywisty jest głęboki błąd tej teorii i podporządkowanej jej rewolucji antropologicznej. Człowiek kwestionuje, że ma uprzednio ukonstytuowaną naturę swojej cielesności, charakteryzującą istotę ludzką. Zaprzecza swojej własnej naturze i postanawia, że nie została ona jemu dana jako fakt uprzedni, ale to on sam ma ją sobie stworzyć.

Według biblijnego opisu stworzenia, do istoty człowieka należy bycie stworzonym przez Boga jako mężczyzna i jako kobieta. Ten dualizm jest istotny dla istoty ludzkiej, tak jak ją Bóg nam dał. Dochodzi do zakwestionowania właśnie tej dwoistości jako danej wyjściowej. Nie jest już ważne to, co czytamy w opisie stworzenia: Stworzył mężczyznę i niewiastę (Rdz 1, 27). Nie, teraz uważa się, że to nie On stworzył ich mężczyzną i kobietą, ale że dotychczas określało to społeczeństwo, a teraz my sami o tym mamy decydować. Mężczyzna i kobieta jako rzeczywistości stworzenia, jako natura osoby ludzkiej już nie istnieją. Człowiek kwestionuje swoją naturę. Jest on teraz jedynie duchem i wolą. Manipulowanie naturą, potępiane dziś w odniesieniu do środowiska, staje się tutaj wyborem podstawowym człowieka wobec samego siebie. Istnieje teraz tylko człowiek w sposób abstrakcyjny, który następnie autonomicznie coś sobie wybiera jako swoją naturę. Dochodzi do zakwestionowania mężczyzny i kobiety w ich wynikającej ze stworzenia konieczności postaci osoby ludzkiej, które nawzajem się dopełniają. Jeżeli jednak nie istnieje dwoistość mężczyzny i kobiety jako dana wynikająca ze stworzenia, to nie ma już także rodziny, jako czegoś określonego na początku przez stworzenie. Ale w takim przypadku również potomstwo utraciło miejsce, jakie do tej pory jemu się należało i szczególną, właściwą sobie godność”. W dalszej części swej wypowiedzi papież powołując się raz jeszcze na słowa rabina G. Bernheima stwierdził, że „obecnie w miejsce samoistnego podmiotu prawnego człowiek staje się przedmiotem, do którego ma się prawo i o który, jako przedmiot, do którego ma się prawo, można sobie sprokurować. Tam, gdzie wolność czynienia staje się wolnością czynienia siebie samego, nieuchronnie dochodzi się do zanegowania samego Stwórcy, a wraz z tym ostatecznie dochodzi także do poniżenia człowieka w samej istocie jego bytu, jako stworzonego przez Boga, jako obrazu Boga. W walce o rodzinę stawką jest sam człowiek. I staje się oczywiste, że tam, gdzie dochodzi do zanegowania Boga, zniszczeniu ulega także godność człowieka. Kto broni Boga, ten broni człowieka” – podsumował Benedekt XVI.

Wnioskując z powyższych rozważań ideologia gender ma swe źródło w relatywizmie, który negując ludzką zdolność do poznania obiektywnej prawdy, jednoznacznie odrzuca Boga-Stwórcę. Zaprzeczając prawdzie, nowa filozofia dąży przede wszystkim do dekompozycji prawideł natury: podważa podstawowe i nienegocjowalne wartości ludzkiego życia; rozszczepia tożsamość człowieka między świadomością, że jest się mężczyzną lub kobietą a rzeczywistością, która w biologiczny sposób to potwierdza. Dokonuje się rozkład społeczeństwa, w którym obalane są dotychczasowe standardy i formy życia społecznego oparte na tradycyjnym małżeństwie, rodzinie, macierzyństwie i ojcostwie. Konsekwencją rewolucji genderowej jest niemal dogmatyczne przekonanie, że oto nic nie jest trwałe, nic nie ma charakteru obiektywnego i nic nie zależy od woli człowieka. Zbudowany na genderowej wizji płci model społeczeństwa jest propozycją radykalnie odmienną od chrześcijańskiej antropologii.

W obliczu wielkich, społecznych zagrożeń papież Benedykt XVI, w swym przemówieniu do Kurii Rzymskiej, odniósł się do tzw. pamięci ludzkości. „(…) Od początku i przez wieki jest to pamięć doświadczeń i cierpienia ludzkości, w których Kościół nauczył się, co to znaczy być człowiekiem, doświadczając jego ograniczenia i wielkości, możliwości i ograniczeń. Kultura ludzka, której czyni się on gwarantem, zrodziła się i rozwinęła ze spotkania między Bożym objawieniem a ludzką egzystencją. Kościół stanowi pamięć bycia człowiekiem w obliczu kultury zapomnienia, która zna już tylko samą siebie i swoje kryteria miar. Lecz tak, jak ktoś, kto nie ma pamięci, traci swoją tożsamość, tak samo ludzkość bez pamięci utraci swoją tożsamość”. Pamięć ludzkości, to zatem pamięć o ludzkim człowieczeństwie i konstytutywnej tożsamości człowieka. Jej zasługa i wartość polegają na tym, że jest ona niezależna od jakiejkolwiek kultury i jakiejkolwiek cywilizacji.

R. C.