• Foto-01.jpg
  • Foto-02.jpg
  • Foto-03.jpg
  • Foto-04.jpg
  • Foto-05.jpg
  • Foto-06.jpg
  • Foto-07.jpg
logo2


Abp Stanisław Wielgus

 

Co to znaczy Uniwersytet Katolicki?

Uniwersytet – fenomen i współtwórca kultury europejskiej

Wybitny francuski mediewista Jacques Le Goff zastanawiając się nad fenomenem kultury europejskiej i szczególnym znaczeniem dla niej instytucji uniwersytetu, napisał w swojej, kilkanaście lat temu wydanej książce Historia Europy, że Europa jest pojęciem bardziej kulturowym, ideowym i moralnym niż geograficznym. Geograficznie jest ona najmniejszym kontynentem, którego góry nie są zbyt wysokie i można je łatwo przebyć. Wiele rzek i strumieni europejskich od dawna służy żegludze. Dochodzą do tego bardzo liczne drogi, zbudowane w ciągu wieków, a obecnie najróżniejsze wynalazki, które służą komunikacji. Wszystko to sprawiało i sprawia, że Europejczycy bez większego trudu nawiązywali między sobą kontakty, co pozwalało na eksport i import nie tylko towarów, lecz także idei i wynalazków, ale często niestety także na atak zaborczych armii, rewolucji oraz najróżniejszych fobii. Wskutek tej ustawicznej, trwającej około trzech tysięcy lat wymiany i dzięki niezliczonym kontaktom na różnych płaszczyznach, Europejczycy uzyskiwali bogate doświadczenia – dobre i złe, ale tworzące budulec dla tworzonej przez nich nowej cywilizacji i kultury. Grecy wynaleźli filozofię i demokrację, a indywidualnego człowieka uczynili punktem centralnym w swoim obrazie świata. Rzymianie dodali prawo, rozprzestrzeniając je wraz z grecką kulturą w całej niemal Europie. Dorobek Greków i Rzymian przejęło chrześcijaństwo, podobnie zresztą jak i kulturowy dorobek Żydów, Arabów oraz kultury przyjmujących chrystianizm narodów europejskich, budując z tych wielu elementów, lecz na fundamencie Ewangelii i spojonych etyką chrześcijańską – nową kulturę, zwaną dziś kulturą europejską bądź kulturą euroatlantycką.

Wspólna kultura zbliżyła Europejczyków do siebie, mimo ciągłego, nieustającego przez ponad tysiąc lat procesu dokonywania się ustawicznych podziałów – narodowościowych, państwowych i wyznaniowych; mimo ustawicznych wojen, waśni, konfrontacji, zaborów, wzajemnych prześladowań na różnym tle itd. Te wszystkie zjawiska – pozytywne i negatywne – stanowiły swojego rodzaju tygiel, który doprowadził do skrystalizowania się bardzo podobnego u wszystkich Europejczyków – pomimo wszystkiego, co je dzieliło i nadal dzieli – sposobu myślenia i zachowań, a poza tym wpoił im poczucie przynależności do tej samej kulturowej wspólnoty. Wspólnota dziedzictwa kulturowego i naukowego, wspólnota wiary religijnej i wspólny system etyczny, nie pozostały bez wpływu na ukształtowanie się we wszystkich europejskich krajach, podobnego ładu ideowego, socjalnego, prawnego, ekonomicznego, edukacyjnego, a także politycznego. Efektem owej wspólnoty było także zjawisko najbardziej europejskie ze wszystkich, a mianowicie powstanie w średniowieczu uniwersytetów, których roli w cywilizacyjnym rozwoju Europy i całego świata nie sposób przecenić i które odegrały podstawową rolę w pojawieniu się fenomenu nowożytnej nauki, ujmującej kwantytatywnie, przy pomocy równań matematycznych, całą materialną rzeczywistość; nauki przejętej dziś przez cały świat.

Znaczenie uniwersytetów było i jest ogromne na wszystkich płaszczyznach życia społeczeństw, w tym także na płaszczyźnie życia religijnego. Instytucję uniwersytetu stworzył przecież Kościół, który pragnął swoim wiernym dać pełną, racjonalną wizję rzeczywistości, nieograniczającej się tylko do sfery materialnej, lecz również obejmującej sferę nadprzyrodzoną, duchową. Kościół, kierując się Ewangelią, nie zamykał nauki – tak jak to czyniono w starożytnych kulturach pogańskich – w kręgu osób wybranych i wtajemniczonych, ale wzywał do pomnażania intelektualnych talentów wszystkich ludzi. Dlatego już w VI wieku stworzył zręby szkolnictwa powszechnego, nakazując duchownym tworzenie szkół parafialnych, klasztornych i katedralnych, a później, poczynając od XI wieku, tworząc, w oparciu o prawo kanoniczne, instytucję uniwersytetu.

Kościół od samego początku swego istnienia wiedział dobrze to, co tak jednoznacznie stwierdził Jan Paweł II w przemówieniu, wygłoszonym w Krakowie, z okazji kanonizacji królowej Jadwigi, mówiąc, że ewangelizacja świata nie powiedzie się, jeśli nie ogarnie świata nauki, kultury i środków przekazu, a więc tych sfer aktywności człowieka, które wzięte razem stanowią współczesny areopag, na którym toczy się dziś największe zmaganie o duszę świata. Papież podkreślił wówczas strategiczną mądrość św. Jadwigi, która już w XIV wieku doskonale rozumiała, że siła państwa, podobnie jak siła Kościoła, mają swoje źródło w starannej edukacji narodu; że droga do dobrobytu i siły państwa wiedzie przez dobre, prężne uniwersytety oraz że chrześcijańska wiara, tak istotna dla Polski i dla całej Europy, poszukuje ciągle „zrozumienia intelektualnego”, potrzebuje nauki i kultury, które zresztą sama współtworzy w ich najbardziej wzniosłej postaci.

2. GŁÓWNE MODELE UNIWERSYTETU W JEGO TYSIĄCLETNIEJ HISTORII

Uniwersytety są oryginalnym tworem średniowiecznym. Nie wywodzą się ze szkół starożytnych, lecz z kościelnych ośrodków nauczania w średniowieczu, zwłaszcza ze szkół katedralnych oraz z tak zwanych „studiów generalnych”. Były instytucjami prawa kanonicznego, stąd bez poparcia ze strony Kościoła nie mogły ani powstać, ani się też pomyślnie rozwijać, tym bardziej że finansowane były przede wszystkim przez Kościół.

Uniwersytet średniowieczny opierał się na kilku najistotniejszych przywilejach, którymi były: autonomia prawna, prawo apelowania do papieża, prawo do strajku oraz monopol na wydawanie stopni uniwersyteckich, z czym nierozerwalnie łączyło się prawo do nauczania.

Średniowieczny uniwersytet był z jednej strony universitas litterarum, tzn. obejmował nauczanie w zakresie wszystkich ówczesnych dyscyplin naukowych, a z drugiej strony – i przede wszystkim – był universitas scholarum et magistrorum, tzn. stanowił wspólnotę nauczycieli i studentów. Tak jak wcześniej istniejące studia generalne, również uniwersytet był instytucją otwartą dla wszystkich: dla ludzi z różnych warstw społecznych, pochodzących z różnych stanów i zawodów. Ludzie uniwersytetu – studenci i nauczyciele – tworzyli własny, odrębny stan, odrębną wspólnotę. Mieli swoje prawa, swoje określone obowiązki i przywileje, a także swoje sądownictwo.

Uniwersytet średniowieczny składał się z czterech wydziałów i obejmował dwa zasadnicze stopnie kształcenia. Pierwszy stopień realizowany był na wydziale filozoficznym, tj. na wydziale artes liberales, czyli sztuk wyzwolonych i kończył się uzyskaniem stopnia magistra artium. Drugi stopień nauczania odbywał się na jednym z trzech pozostałych wydziałów, tzn. na wydziale teologii, prawa bądź medycyny. Studia na tych wydziałach mogli podjąć tylko ci, którzy uzyskali już magisterium ze sztuk wyzwolonych, czyli z filozofii.

Uniwersytet średniowieczny łączył w sobie kształcenie ogólne z zawodowym. Charakterystyczne dla mentalności wielu ludzi średniowiecza było przekonanie, że uczeni starożytni – greccy i rzymscy, w tym także Ojcowie Kościoła, posiedli już całą potrzebną człowiekowi wiedzę. W konsekwencji uczeni średniowieczni uważali, że wystarczy poznać oraz wyjaśnić przy pomocy komentarzy ich dzieła, aby móc dojść do wystarczającej prawdy o Bogu, o świecie i o człowieku. W interpretowaniu tych źródeł należało uwzględnić autorytet Pisma świętego oraz uczonych starożytnych i skonfrontować go z całkowicie racjonalnym myśleniem, zgodnie z zasadą: „wiara szuka intelektualnego zrozumienia”. Z tego przekonania wyrosła metoda scholastyczna, która stała się podstawą wszelkich wykładów średniowiecznych, a która polegała na racjonalnym, dialektycznie przeprowadzanym wyjaśnianiu wszelkich problemów, które rodziły się w związku z lekturą ściśle określonych, przeznaczonych do studiowania na każdym z wydziałów uniwersyteckich, dzieł starożytnych i średniowiecznych uczonych, a na wydziale teologicznym Pisma świętego oraz słynnych Sentencji Piotra Lombarda. Co do swojego ideowego charakteru, uniwersytety średniowieczne były uczelniami katolickimi. W swoich strukturach oraz metodach z zakresu badań naukowych i nauczania pozostawały niezmienne aż do XVI wieku, a ściśle do rozłamu w Kościele, spowodowanego przez reformację. Te uniwersytety, które znalazły się na terenach zajętych przez protestantyzm, przestały istnieć, bądź utraciły swój dotychczasowy charakter, stając się uczelniami przeznaczonymi przede wszystkim do nauczania teologii protestanckiej, pozostającymi przy tym pod ścisłą kontrolą protestanckich gmin wyznaniowych, roszczących sobie prawo do osądzania, przez pryzmat swoich religijnych przekonań, każdej nauki, a także prawo do powoływania i odwoływania nauczycieli akademickich. Mimo reformacji Kościół katolicki nie stracił zainteresowania uniwersytetami, zwłaszcza tymi, które pozostały na obszarach znajdujących się pod władzą katolicką i we wspólnocie z Rzymem; co więcej, podjął zakładanie wielu nowych. Tak więc w okresie między reformacją a wybuchem rewolucji francuskiej założył w Europie, Azji i w obydwu Amerykach trzydzieści nowych uniwersytetów.

Zakwestionowanie przez reformację autorytetu Kościoła katolickiego, który stworzył i rozwinął uniwersytety, a następnie antykatolickie ideologie i filozofie oświeceniowe, zwieńczone krwawą rewolucją francuską i nieuwzględniającym katolickiego charakteru uniwersytetu prawodawstwem napoleońskim, dokończyły dzieła zniszczenia na terenach swoich wpływów. Na terenie Francji zlikwidowano wówczas uniwersyteckie wydziały teologiczne, pozostawiając jedynie seminaria duchowne. Dotychczasową strukturę uniwersytetu zachowała się jednak na terenie ówczesnych katolickich państw Rzeszy Niemieckiej i w Austrii. W XIX wieku nastąpił proces upaństwawiania uniwersytetów. Z uwagi na to, że instytucja uniwersytetu uległa na przełomie XVIII/XIX wieku istotnym zmianom, zarysowały się wówczas cztery zasadnicze modele uniwersytetu: niemiecka, angielska, amerykańska i francuska. Wspólną dla nich wszystkich cechą było to, że zrezygnowały z powszechnego i masowego dostępu do studiów, co było charakterystyczne dla katolickiego uniwersytetu średniowiecznego. Stały się więc uczelniami dla osób uprzywilejowanych stanowo, wyznaniowo, majątkowo i politycznie. Różniły się poza tym między sobą istotnie, co do swojej struktury, celów, zadań, misji i swoistego charakteru.

Na ukształtowanie się niemieckiego modelu uniwersytetu, przejętego także między innymi przez uniwersytety funkcjonujące na ziemiach polskich, zasadniczy wpływ mieli: Wilhelm von Humboldt oraz Johann Gottlieb Fichte. Według ich koncepcji, uniwersytet powinien być nastawiony na odkrywanie, uzyskiwanie i przekazywanie studentom wiedzy i prawdy o całej rzeczywistości, łączył więc badania naukowe z dydaktyką. Miał uczyć w pierwszym rzędzie myślenia, na drugim planie zawodu, gdyż kształcenie i szkolenie zawodowe oraz wymogi użyteczności praktycznej, wyłączał zasadniczo ze sfery swoich zainteresowań, odsyłając zainteresowanych kształceniem zawodowym do szkół zawodowych. Na angielski model dziewiętnastowiecznego uniwersytetu zasadniczy wpływ miał kardynał Newman. On również był zdania, że uniwersytet powinien służyć poznawaniu prawdy dla niej samej, a nie celom praktycznym. Podobnie jak szesnastowieczny myśliciel angielski Franciszek Bacon, również Newman uważał, że uczony w pierwszym rzędzie powinien się troszczyć o tzw. „fakty światłodajne”, nie zaś o „fakty owocodajne”; te drugie bowiem przyjdą same, jako konsekwencja pierwszych. Angielski model uniwersytetu, obejmując zasięgiem swego nauczania wszystkie dyscypliny wiedzy, miał stanowić prawdziwą universitas scientiarum. Przy czym kształcenie studentów na każdym kierunku miało mieć u swoich podstaw studium filozofii, która zdaniem Newmana uczyła uniwersalnego, syntetycznego widzenia całej rzeczywistości. W odróżnieniu od Humboldta, Newman oddzielał jednak w swoim modelu uniwersytetu nauczanie od badań naukowych, te drugie odsyłając do skupionych wyłącznie na badaniach naukowych akademii. Zdaniem Newmana celem uniwersytetu jest wykształcenie i wychowanie mądrego i prawego etycznie gentelmana, a jednocześnie dobrego chrześcijanina.

Amerykański model uniwersytetu dziewiętnastowiecznego ukształtował się dopiero w drugiej połowie tego wieku, po założeniu w r. 1876 Uniwersytetu Hojna Hopkinsa. W jego koncepcji uniwersytet powinien być nastawiony na bliższe związki z praktyką życiową, powinien być witalny i bardziej dynamiczny niż uniwersytety niemieckie i angielskie. Wybitny filozof i matematyk Alfred Whitehead pisał w związku z tym, że amerykańskie uniwersytety ze swojego założenia mają być potężnymi agenturami, dokonującymi przekształcania teorii naukowych w skuteczny instrument cywilizacyjnego postępu i że ich głównym celem jest kształcenie intelektualnych pionierów pozostających w służbie postępu, co możliwe będzie jedynie wówczas, gdy ściśle się połączy ze sobą dydaktykę z prowadzeniem badań naukowych, gdyż jedynie profesorowie prowadzący autentyczne, a nie pozorowane badania naukowe, są wystarczająco twórczy, aby móc stymulować rozwój danej dyscypliny naukowej, a także rozwój intelektualny kształconych studentów.

Autorstwo dziewiętnastowiecznego francuskiego modelu uniwersytetu przypisywane jest Napoleonowi. W jego rozumieniu uniwersytet miał mieć bardzo ograniczony i ściśle określony zakres działania, Miał mianowicie pełnić rolę jeszcze jednego instrumentu polityki i władzy, a jego głównym zadaniem miało być zawodowe kształcenie lojalnych i użytecznych sług państwa. Zarządzanie uniwersytetem miało mieć charakter centralistyczny i miało pozostawać nie w rękach wybieranych demokratycznie władz uniwersytetu, lecz w rękach mianowanych przez państwo urzędników. Struktura uniwersytetu w tej koncepcji przypominała strukturę zhierarchizowanej szkoły oficerskiej. Na szczęście dla nauki francuskiej nie udało się w praktyce zrealizować napoleońskiego modelu uniwersytetu, chociaż pewien jej wpływ na wyższe, upaństwowione i centralnie zarządzane szkolnictwo francuskie jest zauważalny do dziś.

W minionym XX wieku wyżej przedstawione modele uniwersytetu pozostały przy swoich zasadniczych założeniach, dotyczących relacji między badaniami naukowymi i dydaktyką, ale jednocześnie uległy istotnym zmianom, zwłaszcza jeżeli chodzi o dostępność młodzieży do studiów uniwersyteckich. Przestały być elitarne. O ile bowiem jeszcze na początku XX wieku za wielkie uchodziły uniwersytety, w których studiowało około dwa tysiące studentów, to pod koniec tego wieku, na tych samych uniwersytetach studiowało już po kilkadziesiąt tysięcy studiujących. To zjawisko dotyczy także polskich uczelni. W 1938 r. studiowało w nich 48 tysięcy studentów, w r. 1995 prawie 710 tysięcy, a obecnie ok. dwóch milionów.

Samo zjawisko upowszechnienia studiów uniwersyteckich jest w naszych czasach koniecznością i ma swoje bardzo pozytywne znaczenie dla rozwoju współczesnych społeczeństw, ale w wielu wypadkach wiąże się z nim niestety obniżenie poziomu nauczania, czemu powinno się skutecznie przeciwdziałać.

Fakt ewoluowania uniwersytetów nie powinien budzić zastrzeżeń. Zmieniają się społeczeństwa i ich różnorakie potrzeby, dla zaspokojenia których uniwersytet jest powołany. Aby sprostać coraz to nowym wyzwaniom uniwersytet musi się stale reformować. Trawestując używane w stosunku do Kościoła hasło, można powiedzieć – Universitas temper reformanda (uniwersytet musi się stale reformować). To jest poza dyskusją. Baczyć jednak należy, by w ferworze zmian nie utracić tego, co nigdy nie powinno ulec zmianie, co decyduje o istocie uniwersytetu i co w tradycji uniwersyteckiej jest ponadczasowo cenne, dobre oraz naukowo i społecznie ważne.

Nie można więc zrezygnować z zasady, że istotę uniwersytetu stanowią dwie jego aktywności, bardzo ściśle ze sobą związane, a mianowicie działalność dydaktyczna oraz badania naukowe. Poza tym współczesne uniwersytety nie mogą, tak jak dawne uniwersytety, być tylko szkołami myślenia i kultury, bez wymiaru kształcenia zawodowego, które w swoim czasie pozostawiano politechnikom i różnego rodzaju szkołom zawodowym. Niemniej jednak współczesne uniwersytety nie powinny w żadnym wypadku przekształcić się w tego rodzaju uczelnie. Powinny zachować na pierwszym miejscu kształcenie ogólne i uniwersalne, mające na celu nauczenie młodych ludzi precyzyjnego i twórczego myślenia, samodzielnego rozwiązywania trudnych problemów, umiejętności globalnego widzenia rzeczywistości i skutecznego dawania sobie rady w najtrudniejszych intelektualnie i nieoczekiwanie zmieniających się sytuacjach.

Tak samo zarówno w prowadzonych badaniach naukowych jak i w dydaktyce priorytet powinny zachować nauki podstawowe, będące podstawą rozwoju i postępu naukowego, chociaż nie ma wątpliwości, że nie można dziś zrezygnować z uprawiania nauk i badań stosowanych, których rozwój nie jest zresztą możliwy bez rozwoju tych pierwszych. Właściwą drogą, którą ma kroczyć współczesny uniwersytet jest integrowanie jego zadań oraz poszukiwanie równowagi między: nauką i praktyką, kształceniem ogólnym i specjalizacją, dydaktyką i badaniami naukowymi, naukami matematyczno-przyrodniczymi i humanistyką, a także między poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie „Jaka jest prawda o całej rzeczywistości?” i odpowiedzią na pytanie: „Co jest dobrem moralnym oraz jak należy postępować?”

Pragmatyzmu w uprawianiu nauki i praktycznej użyteczności osiąganej wiedzy nie można lekceważyć. Są bardzo ważne. Ale ciągle trzeba pamiętać o tym, że to właśnie wykształcenie teoretyczne, szczególnie humanistyczne, daje człowiekowi intelektualną i moralną suwerenność w stosunku do wszelkich nacisków i manipulacji globalistycznych i pragmatycznych, nacisków wywieranych przez wielkie siły ideologiczne i polityczne oraz ich media.

Powołaniem każdego uniwersytetu, w tym szczególnie katolickiego, jest kształcenie światłej intelektualnie i dobrej moralnie inteligencji, a nie sprawnych zawodowo, pragmatycznych i pozbawionych moralności barbarzyńców. Uświadomienie sobie tego jest bardzo ważne, ponieważ zagrożenie barbarzyństwem jest ciągle aktualne. W naszych czasach jeszcze bardziej niż kiedyś. O ile bowiem nie ma wątpliwości, że w dziejach ludzkości istnieje liniowy postęp cywilizacyjny, technologiczny i naukowy, to w żadnym wypadku nie można tego odnieść do historii moralności. Fale barbarzyństwa moralnego wracają ciągle. W XX wieku, wieku niezwykłego rozwoju naukowego i technologicznego, barbarzyństwo moralne ludzkości, w tym najbardziej wykształconych narodów, przekroczyło wszelkie możliwe granice. Wiek XXI rozpoczęliśmy także od ataków niewiarygodnego wprost barbarzyństwa, które wyraża się w terroryzmie, ale także w powszechnym deptaniu Dekalogu i prawa naturalnego. Wynika z tego, że każde pokolenie i każdy poszczególny człowiek, musi zaczynać rozwój i postęp moralny od nowa, od akceptacji obiektywnych, niezależnych od niego norm i wartości moralnych; od kształtowania własnego, prawego sumienia odróżniającego dobro i zło moralne oraz od ciężkiej, konsekwentnej pracy nad własnym charakterem. W pracy tej bardzo istotną rolę może i powinien odegrać współczesny, katolicki zwłaszcza uniwersytet, koncentrując się nie tylko na intelektualnym i zawodowym kształceniu swoich studentów, lecz także na ich wychowaniu moralnym. Uniwersytet nie może zadowolić się kształceniem biegłych w swoich dyscyplinach zawodowców, powinien być także warsztatem człowieczeństwa, kształtującym w studentach poczucie moralnej odpowiedzialności za siebie i za innych oraz wspomagającym ich w poszukiwaniu sensu życia.

Współczesny świat został wciągnięty w swoisty korkociąg coraz węższych specjalizacji, rezygnujących z szerszego kontekstu naukowego, a tym bardziej z odniesień filozoficznych, teologicznych i etycznych uzyskiwanej wiedzy. Tymczasem współczesna nauka i praktyka, co więcej współczesny świat, potrzebują uczonych ujmujących rzeczywistość i przedmiot swoich naukowych badań integralnie. Wszystkie bowiem tak zwane praktyczne problemy mają charakter interdyscyplinarny. W naszym świecie nie ma problemów wyłącznie ekonomicznych, politycznych, społecznych, etycznych czy technicznych. Zjawiska o różnym charakterze są ze sobą ściśle powiązane i oddziaływają wzajemnie na siebie. Problemy i kryzysy mogą być dziś rozwiązywane tylko interdyscyplinarnie, przez specjalistów reprezentujących różne dyscypliny wiedzy, współpracujących jednak ściśle ze sobą. Aby to było możliwe, muszą być prawdziwie po uniwersytecku, tzn. uniwersalnie wykształceni. Muszą rozumieć problematykę i język innych dziedzin, a także sami muszą być rozumiani przez innych. Muszą dysponować umiejętnością integrowania w swoich umysłach wielu szczegółowych osiągnięć różnych dyscyplin naukowych, w celu uzyskania w miarę pełnego obrazu całej rzeczywistości, przy jednoczesnej świadomości, że obraz ten jest jeszcze niekompletny, ponieważ każde nowe ustalenie naukowe otwiera nowe, przedtem nieznane perspektywy i rodzi nowe pytania.

Konieczność integralnego widzenia rzeczywistości, bez amputowania tych czy innych jej wymiarów, np. teologicznego, humanistycznego czy etycznego, rodzi określone zadania przed współczesnym uniwersytetem, który w procesie kształcenia studentów winien budować mosty nad istniejącą ciągle przepaścią między obrazem świata ukształtowanym przez nauki matematyczno-przyrodnicze a obrazem świata wytworzonym przez kulturę humanistyczną, w tym zwłaszcza filozoficzną i teologiczną. Współczesny uniwersytet powinien kształcić i wychowywać takiego człowieka, który będzie w stanie przezwyciężyć ową przepaść między przedstawionymi wyżej obrazami świata. Który będzie umiał dostrzec, że obrazy te nie są sprzeczne ze sobą, ale że są względem siebie komplementarne, i że dopiero wzięte razem, tworzą właściwy obraz rzeczywistości.

3. TRZY GŁÓWNE PARADYGMATY WSPÓŁCZESNEGO UNIWERSYTETU

We współczesnym świecie można mówić o istnieniu i funkcjonowaniu trzech zasadniczych paradygmatów, czy też wizji uniwersytetu. Są nimi mianowicie: paradygmat klasyczny, paradygmat pozytywistyczny oraz paradygmat postmodernistyczny.

Paradygmat klasyczny to typ uniwersytetu tradycyjnego, zakorzenionego w kulturze grecko-rzymskiej i w chrześcijańskiej wizji rzeczywistości, który kształcił uniwersalnie młodzież, łączył w swojej pracy nauczanie i wychowanie studentów, a poza tym prowadził badania naukowe, promował fundamentalne dla człowieka wartości oraz spełniał określone funkcje usługowe względem społeczeństwa. Uniwersytet klasyczny pracował w głębokim przekonaniu, że istnieją absolutne, niezmienne i niezależne od ludzkiej woli wartości, które można odkryć i które nadają sens ludzkiej egzystencji, oraz, że poznawana przez człowieka rzeczywistość nie ogranicza się tylko do sfery materialnej, lecz ma także wymiar transcendentny. Klasyczny paradygmat uniwersytetu przetrwał do dziś w wielu uniwersytetach świata, przede wszystkim katolickich.

W XIX wieku, w okresie silnego wpływu na intelektualne życie Europy pooświeceniowych, antychrześcijańskich, ateistycznych, materialistycznych nurtów umysłowych, takich jak marksizm, scjentyzm, czy pozytywizm, ukształtował się drugi paradygmat uniwersytetu, zwany uniwersytetem pozytywistycznym. Charakteryzuje się on redukcjonistyczną filozofią, sprowadzającą rzeczywistość do samej materii oraz głębokim przekonaniem, że jedynie nauki matematyczno-przyrodnicze posiadają walor wiedzy naprawdę naukowej i że tylko one pozwalają prawdziwie opisać to, co istnieje. Zwolennicy uniwersytetu pozytywistycznego ostro oddzielają fakty od wartości, te drugie eliminując programowo z kształcenia akademickiego. Kładą wielki nacisk na ścisłość badań naukowych i na możliwie najlepsze zawodowe przygotowanie absolwentów. Rezygnują jednak z ich wychowania moralnego, a tym bardziej religijnego, usuwając całkowicie albo spychając na zupełny margines swojej działalności, problematykę teologiczną i etyczną. Tymczasem praktyka wykazuje, że przynosi to niekorzystne konsekwencje zarówno dla samych absolwentów jak i społeczeństwa, w którym oni żyją i pracują. Relacje międzyludzkie, pozbawione wymiaru transcendentnego i etycznego, a koncentrujące się tylko na dobrach ekonomicznych, na zysku, rynku i konkurencji, są zimne, bezwzględne i nie przynoszą nikomu szczęścia. Jak pisał wybitny francuski filozof i socjolog Emil Durkheim, pozytywistyczny paradygmat uniwersytetu, pozbawionego zupełnie wymiaru teologicznego i religijnego, realizuje programowo kształcenie wyłącznie laickie, a przez to wyalienowane i odseparowane od tych wszystkich problemów, które stawia i rozwiązuje religia, a od których człowiek nigdy się nie wyzwoli, ponieważ należą do istoty jego natury. Zdaniem Durkheima, przekonanie wyrażane w ostatnich wiekach przez liczne środowiska uniwersyteckie, że jedynym sposobem pogodzenia nauki i wiary religijnej, jest eliminacja tej drugiej z życia uniwersytetu, a nawet z publicznego życia nowoczesnego społeczeństwa, stanowiło i stanowi wielki błąd, ponieważ sfera moralno-religijna i sfera intelektualna są w człowieku tak ściśle powiązane, że każda próba ich oddzielenia pociąga za sobą niesłychanie negatywne, indywidualnie i społecznie, konsekwencje.

Należy się cieszyć, że niektóre polskie państwowe uniwersytety, które przez długi czas pozostawały pod wyłącznym wpływem narzuconej im przez ateistyczny komunizm pozytywistycznej wizji uniwersytetu, wprawdzie z trudem i z oporami środowisk nieprzyjaznych Kościołowi, starają się jednak przywrócić w kształceniu swoich studentów wymiar etyczny i teologiczny, powołując do istnienia wydziały teologiczne oraz instytuty, które ten rodzaj kształcenia mają młodzieży zapewnić. Inne spojrzenie na rolę teologii i etyki w kształceniu uniwersyteckim bierze się także w związku z pewną zmianą nastawienia współczesnych społeczeństw do nauki i technologii. Po bolesnych doświadczeniach XX wieku, związanych z totalitarnymi ideologiami i nieszczęściami, które one spowodowały wykorzystując do swoich zbrodni naukę i technikę, upadł scjentystyczny mit, że nauka sama rozwiąże – jako uniwersalne panaceum – wszystkie problemy ludzkości: egzystencjalne, światopoglądowe i moralne. Miał rację wybitny niemiecki filozof Ludwig von Wittgenstein, który wypowiedział kiedyś na ten temat następujące słowa: Wenn alle moeglichen wissenschaftlichwen Fragen geantwortet sind, sind unsere Lebensprobleme gar noch nich beruerhrt (chociażby odpowiedziano na wszelkie naukowe kwestie, to nasze życiowe problemy nie zostaną nawet dotknięte).

To przekonanie o niewystarczalności dla człowieka samych nauk matematyczno- przyrodniczych i technologii wpłynęło skutecznie na ukształtowanie się trzeciego, tzw. Postmodernistycznego paradygmatu uniwersytetu, który charakteryzuje się sceptycyzmem w stosunku do przekonania, że jedyną drogą do prawdy jest pozytywistycznie rozumiana nauka i że rozum ludzki jest w stanie poznać całą rzeczywistość. Paradygmat postmodernistyczny głosi upadek myślenia jednoznacznego i pewnego. Prezentuje holistyczną i ekologiczną wizję rzeczywistości. Odchodzi od przekonania, że posiadamy absolutną i ostateczną pewność, na rzecz przekonania, że posiadamy tylko prawdę przybliżoną. Odstępuje od tego, co po kartezjańsku „jasne i wyraźne” na rzecz uznania tego, co tajemnicze i powikłane. Rezygnuje z obiektywnego rozumienia prawdy, na rzecz osobistego, intuicyjnego, niedającego się przekazać innym, dochodzenia do niej. Przechodzi od koncentrowania się na szczegółach, na rzecz syntetycznego rozumienia całości; od rozumienia rzeczywistości w kategoriach statycznych struktur, na rzecz rozumienia jej w kategoriach dynamicznych procesów. Omawiany paradygmat przyjmowany jest w ostatnich dziesiątkach lat w licznych uczelniach świta i coraz silniej wpływa, przy pomocy wypracowanej przez siebie ideologii „poprawności politycznej”, na sposób myślenia i zachowania współczesnych ludzi, zwłaszcza związanych ze szkolnictwem, z polityką i przede wszystkim mediami, oddziaływującymi na świadomość milionów ludzi. Z postmodernistycznym paradygmatem kształcenia i uprawiania nauki wiążą się poważne niebezpieczeństwa w postaci propagowania relatywizmu poznawczego i etycznego. Można powiedzieć, że postmodernizm podważa fundamenty cywilizacji euroatlantyckiej zbudowanej na przekonaniu o istnieniu obiektywnej prawdy i obiektywnego dobra. Niezależnie od tego postmodernistyczny paradygmat uniwersytetu ma także pozytywne elementy, których nie powinno się odrzucać, tak jak liczne, pozytywne elementy zawiera także pozytywistyczny paradygmat uniwersytetu.

Kształtując nowy paradygmat uniwersytetu, w tym szczególnie uniwersytetu katolickiego, na trzecie tysiąclecie, powinno się w pierwszym rzędzie wykorzystać to, co wypracował uniwersytet klasyczny, wyrosły z chrześcijańskiej wizji rzeczywistości, ogromnie ceniący ludzki rozum, odrzucający zawsze irracjonalizm, astrologię i magię, ale doceniający Boże Objawienie; uniwersytet, który był skoncentrowany zarówno na możliwie najlepszym kształceniu intelektualnym swoich studentów jak również na ich wychowaniu moralnym; a przy tym nie ulegał – w procesie edukacyjnym – ani egoistycznemu hiperindywidualizmowi, lekceważącemu dobro wspólne, ani też kolektywizmowi, lekceważącemu godność i prawa ludzkiej osoby.

Nie należy także rezygnować z niektórych, niewątpliwych wartości, jakie wypracował uniwersytet pozytywistyczny, zwłaszcza matematyczną ścisłość badań naukowych i troskę o dobre zawodowe kształcenie studentów. Uwzględnić się powinno także te wartości, które można zaakceptować w paradygmacie uniwersytetu postmodernistycznego, w tym szczególnie zrozumienie dla ekologii oraz dla wychowania młodzieży w duchu prawdziwej tolerancji, która nie oznacza jednak zgody na zło, na łamanie Dekalogu i prawa naturalnego oraz na wszelkiego rodzaju terroryzm i barbarzyństwo.

Paradygmat uniwersytetu na nowe czasy, zwłaszcza uniwersytetu katolickiego, powinien, jak się wydaje, uwzględniać trzy ważne elementy, a mianowicie:

1. Misję współczesnej uczelni akademickiej;

2. Kontekst i okoliczności, w jakich ona działa; oraz 3. Zasady, którymi powinna się w swojej pracy kierować. Misja uniwersytetu pozostaje właściwie ciągle ta sama od początku jego istnienia, chociaż zmieniają się metody jej realizowania. Jest nią dobre intelektualne kształcenie i moralne wychowanie studentów oraz prowadzenie badań naukowych.

Współczesny katolicki uniwersytet powinien być także swojego rodzaju „oczami świata” dostrzegającymi jego ważne problemy i wskazującymi sposoby ich rozwiązania w oparciu o najbardziej nowoczesną naukę, a jednocześnie wartości ewangeliczne.

Tworząc, przekształcając bądź reformując współczesny uniwersytet, nie można zapominać o kontekście i warunkach, w jakich ma realizować swoją misję. Kontekst ten jest bardzo bogaty i może się znacznie różnić, w zależności od miejsca funkcjonowania uczelni i wyznaczonych jej przez założycieli szczegółowych celów. Są jednak pewne okoliczności typowe dla życia współczesnych społeczeństw, które należy uwzględnić w realizacji misji uniwersytetu. Należą do nich zwłaszcza:

1. Zjawisko globalizacji, które niesie ze sobą zarówno pozytywne jak i negatywne skutki, a które polega na tym, że świat traktowany jest dziś, bardziej niż kiedykolwiek, jako zespół naczyń połączonych – w wymiarze ekonomicznym, politycznym, społecznym, kulturowym i moralnym – reagujących wzajemnie na każdą zmianę, na każde nowe zdarzenie, i niedających się od siebie oddzielić.

2. Zjawisko wielokulturowości, charakterystyczne dla coraz to liczniejszych krajów w związku z nieustannymi migracjami ludności, wymagające od współczesnego człowieka umiejętności życzliwego współżycia z innymi ludźmi, różniącymi się rasą, językiem, narodowością, religią, obyczajami, kulturą itd.

3. Zjawisko nieustannie postępującego poważnego ekologicznego zagrożenia świata, którego powstrzymanie wymaga fundamentalnych zmian w stylu życia i w świadomości całych społeczeństw. Wymaga przede wszystkim odejścia od ideologii konsumeryzmu oraz ograniczenia sztucznie wywoływanych, przez wszechobecną reklamę i kreowaną modę, rzekomych nowych potrzeb.

4. Eksplozja informatycznego i technologicznego postępu, który wpływa na niezwykle dynamiczny rozwój różnych gałęzi wiedzy, takich jak medycyna, genetyka i wiele innych dziedzin nauki, które rozwijają się w postępie geometrycznym, co sprawia, że dotrzymanie kroku rozwojowi współczesnej nauki wymaga od każdego dobrego uniwersytetu, od jego kadry i władz, bardzo wielkiego i wszechstronnego zaangażowania, ustawicznych zmian programowych i metodologicznych, a także poważnych nakładów finansowych na badania naukowe.

5. Narastające, niezwykle negatywne zjawiska w postaci przestępczości, degradacji moralnej wielu społeczeństw oraz terroryzmu występującego na różnym tle.

6. Olbrzymi i ciągle rosnący, często przy tym zdecydowanie negatywny wpływ na życie całych narodów, wielu współczesnych mediów, które pozostają na służbie potężnych koncernów i wrogich chrześcijańskiej wizji rzeczywistości centrów ideologicznych, a kierują się chciwością pieniądza i zamiarem zapanowania nad społeczną świadomością.

7. Potężne oddziaływanie na życie polityczne, społeczne i na edukację ideologii postmodernizmu z charakterystycznym dla niej relatywizmem, antyintelektualizmem, skrajnym indywidualizmem i z tak zwaną „poprawnością polityczną”.

Trzeci element paradygmatu uniwersytetu na trzecie tysiąclecie, stanowią zasady, którymi współczesna uczelnia akademicka winna się kierować, aby móc sprostać celom swojej misji. Są one następujące:

1. Zasada dążenia do akademickiej doskonałości, do najwyższych standardów w dydaktyce, w badaniach naukowych, w procesie wychowania studentów, oraz we wszystkich innych sferach działalności uczelni.

2. Zasada zachowania w badaniach naukowych, prowadzonych w celu poznania prawdy i dla dobra człowieka, wolności od wszelkiego rodzaju nacisków: ideologicznych, politycznych, ekonomicznych, medialnych i innych. Tej wolności, bez której autentyczna nauka zamiera, ale która to wolność winna być jednak kierowana prawym sumieniem uczonego. Podczas jednego ze swoich spotkań z rektorami wyższych uczelni polskich, Jan Paweł II wypowiedział na ten temat znamienne słowa: „Autonomia nauki kończy się tam, gdzie sumienie badacza rozpoznaje zło”. Prawo do wolnych badań naukowych jest jednocześnie zobowiązaniem do działania dla autentycznego dobra człowieka, a nie do działania przeciw niemu.

3. Zasada dążenia do odkrywania prawdy i dzielenia się nią z innymi, nie zaś zasada badań podejmowanych w morderczej konkurencji dla osiągnięcia zysku i władzy nad innymi, co charakteryzuje niestety wiele współczesnych ważnych centrów badawczych na świecie, stanowiących wskutek tego dodatkowe, poważne zagrożenie dla całego świata.

4. Zasada autonomii uniwersytetu, koniecznej do tego, aby mógł być niezależną od polityki, ideologii i różnych grup nacisku, płaszczyzną nauczania i prowadzenia bada naukowych przez profesorów, którzy powinni być zatrudnieni w uniwersytecie na stałe, lub na długie okresy. Jak uczy historyczne doświadczenie to tacy właśnie profesorowie znajdowali się zawsze w sercu uniwersytetu. To oni pilnowali odpowiedniego toku studiów. To oni decydowali o dopuszczeniu do promocji, stopni i tytułów uniwersyteckich. To oni, a nie menedżerowie, politycy, ideologowie czy inne nie związane z życiem uniwersyteckim osoby, rozumiejąc lepiej niż ktokolwiek inny naukę, dydaktykę i badania naukowe, winni sprawować władzę w uniwersytecie.

5. Zasada odpowiedzialności etycznej uczonego i profesora uczelni akademickiej za prowadzoną dydaktykę oraz za realizowane badania naukowe. Owa odpowiedzialność profesora uniwersyteckiego dotyczy kilku zasadniczych podmiotów. Jest to mianowicie jego odpowiedzialność wobec studentów, których powinien nauczać najlepiej i najefektywniej; wobec społeczeństwa, które utrzymuje go ze swoich podatków czy z innych form finansowania; wobec państwa, które taki pracownik ma moralny obowiązek umacniać i rozwijać; wobec kultury, której istotną częścią składową jest nauka; i przede wszystkim wobec samego człowieka jako takiego, odkupionego przez Boga, powołanego do życia wiecznego i mającego prawo do pełnej, niezafałszowanej niczym prawdy o całej rzeczywistości – przyrodzonej i nadprzyrodzonej.

6. Zasada uprawiania edukacji w duchu służby, bez czego nie można nauczyć studiującej młodzieży ofiarności i wrażliwości na dobro wspólne i na właściwe spełnianie obowiązków życiowych.

7. Zasada tworzenia z uczelni akademickiej przyjaznej i trwałej wspólnoty ludzi wzajemnie się rozumiejących i wrażliwych na podobne wartości oraz kierujących się podobnymi celami.

8. Zasada partnerskiej współpracy z innymi uczonymi, z instytucjami i organizacjami naukowymi – krajowymi i zagranicznymi – bez której nie są dziś możliwe, liczące się naukowo i społecznie, osiągnięcia.

9. A także zasada, którą winna się kierować współczesna uczelnia wyższa, w tym szczególnie katolicka, mająca świadomość istnienia jednego źródła wszelkiej prawdy – to znaczy zasada dążenia do integracji współczesnej nauki i wiary chrześcijańskiej.

Należy w związku z tym przeciwdziałać współczesnym tendencjom zamierzającym sprowadzić chrześcijaństwo do świata mitów i uczuć. Należy w związku z tym wykazywać, że katolicyzm był od początku i jest do dziś całkowicie racjonalny, że racjonalnie ujmuje rzeczywistość Bożą, świat i człowieka; że przez całą swoją historię podejmował działania zmierzające do wychowania człowieka jako istoty racjonalnej, dobrej, miłującej bliźnich i postrzegającej siebie jako Obraz Boży. Trzeba pamiętać o tym, że wiara jest światłem rozumu i pozostaje z nim nierozerwalna, dlatego ma pełne prawo obywatelstwa w życiu publicznym: w uniwersytetach, parlamentach, mediach, edukacji, życiu społecznym i politycznym. Nie wolno utożsamiać laickości państwa z prywatyzacją wiary, co się obecnie czyni w wielu krajach.

Współczesny uniwersytet katolicki – wyrosły przecież ex corde Ecclesiae („Z serca Kościoła”, jak nazywa się konstytucja Jana Pawła II. o uniwersytetach) ma oprócz wymienianych wyżej zadań naukowych i edukacyjnych, realizować jeszcze jedną misję, ma mianowicie zachowywać we wszystkich swoich działaniach świadomość chrześcijańskiej cywilizacji i w sposób zdecydowany powinien bronić zasad tej cywilizacji. Uniwersytet katolicki powinien mieć odwagę stawiać w swoim nauczaniu pytania egzystencjalne, dotyczące sensu i celu istnienia człowieka. Powinien nauczyć studiujących poszukiwania prawdy, począwszy od prawd najprostszych, dotyczących zjawisk naturalnych, poprzez poznanie prawdy bardziej skomplikowanej, dotyczącej praw rządzących życiem społecznym, przez poznanie prawd odnoszących się do ludzkiego działania i wartości aż po najgłębszą prawdę o Bogu będącym źródłem wszelkiej prawdy.

Jak stwierdził w swoim wykładzie na Uniwersytecie Katolickim w Budapeszcie kardynał Paul Poupard, w dobie sekularyzacji wielu społeczeństw europejskich, katolicki uniwersytet winien uświadamiać Europejczykom, że stanowią wspólnotę zakorzenioną we własnej tradycji, w której Ewangelia ma decydujący wkład. Ma im przypominać, że Wcielenie Syna Bożego głęboko naznaczyło kulturę Europy, że dało jej szczególną wizję człowieka i historii, otwierając przed nimi perspektywy wieczności, że to dzięki chrześcijaństwu Europejczyk pojmuje siebie nie jako coś, lecz jako osobę – wolną, odpowiedzialną, inteligentną i kochającą bliźnich. Katolicki uniwersytet nie może przestać przypominać, że sekularna współczesność niesprawiedliwie zawładnęła i zniekształciła wiele wartości ewangelicznych, że zafałszowała idee chrześcijańskie, aby przeciwstawić je Kościołowi. Takie wartości jak: twórczość naukowa i techniczna; jednostkowe, społeczne i polityczne prawa człowieka; duch wolności; poszanowanie sfery wewnętrznej człowieka; państwo prawa; demokracja, solidarność, tolerancja i inne. Wartości te zrodziły się na gruncie chrześcijańskim, mimo, że późniejsze czasy przywłaszczyły je sobie i skierowały przeciw chrześcijaństwu. Europejskie dziedzictwo kulturowe jest w stanie zaoferować wszystkim obywatelom kontynentu nowy sojusz między osobami, wspólnotami i narodami, które go stanowią; między prawdą i wolnością, prawdą o człowieku, o świecie i o Bogu, którego transcendencja przyjęła oblicze człowieka w Jezusie Chrystusie. Misja katolickiego uniwersytetu polega na wcieleniu tych wartości we wszystkie obszary wiedzy. Chrześcijaństwo nie ma nic z ideologii. Jest źródłem jedności i bogactwa różnorodności. Stanowi żyzną glebę europejskiego dziedzictwa kulturowego i zapładnia geniusz kulturalny każdego narodu, który mógł się rozwijać w historii, nie odłączając się od wspólnego pnia. Chrześcijaństwo jednoczy bez uniformizowania, tworzy wspólnotę solidarnych osób bez depersonalizowania.

Uniwersytet katolicki jest odpowiedzialny w społeczeństwie pluralistycznym i zmaterializowanym, za pamięć chrześcijańską, za głoszenie całościowej wizji świata i człowieka, za szukanie nowej równowagi między umysłem i miłością, oraz za głoszenie stwórczego Słowa, nad którym Kościół powierzył mu opiekę.

Uniwersytety katolickie, będące centrami wartości dla społeczeństw trzeciego tysiąclecia, czerpią z dwutysięcznego dziedzictwa Kościoła. Oferują młodzieży wielkie wartości humanizmu głoszone przez Ewangelię i utrwalone przez chrześcijaństwo, takie wartości, które kształtują życie ludzi, rodzin, wspólnot i narodów, a którymi są: wiara w rodzinie, miłość małżeńska, poszanowanie życia, rzetelna praca, poczucie piękna, poszukiwanie dobra i prawdy, tworzenie nauki, zdolność do nawiązywania przyjaźni, kontemplacji i zachwytu na pięknem natury, humanizacji świata i inne. Takie są zadania współczesnego, katolickiego uniwersytetu. Takie są zadania jego profesorów i studentów, którzy nigdy nie powinni zapomnieć o następujących słowach soboru watykańskiego II, z konstytucji Gaudium et spes (3): Przyszły los ludzkości leży w ręku tych, ktorzy potrafią podać następnym pokoleniom racje życia i nadziei.