• Foto-01.jpg
  • Foto-02.jpg
  • Foto-03.jpg
  • Foto-04.jpg
  • Foto-05.jpg
  • Foto-06.jpg
  • Foto-07.jpg
logo2

Ks. dr Jerzy Dąbek

Wywiad
z Jarosławem Augustynowiczem, lat 44, ojciec czterech córek, od 1994r nauczyciel zaś od 2007 roku wicedyrektor szkoły średniej

Jarosław Augustynowicz, 44 letni ojciec czterech córek, od 1994r nauczyciel zaś od 2007 roku wicedyrektor szkoły średniej.

 


1.    Jaki obraz ojca wyniósł Pan z dzieciństwa? Co najbardziej utkwiło w Pana pamięci?

Mój ojciec był zawsze bardzo rzeczowym, stanowczym i konkretnym człowiekiem. Był, bo od dwóch lat już nie żyje. Nie wstydził się swoich przekonań, potrafił ich bronić. Był bardzo pracowitym człowiekiem. Pracował także społecznie. Dbał o to, byśmy byli prawymi ludźmi. Nigdy nie kazał mi być nauczycielem, lekarzem czy prawnikiem. Sugerował, ale nie nakazywał. Nakazywał jednak, bym swoją pracę wykonywał jak najlepiej. Jako dziecko widziałem wielokrotnie, jak inni przychodzili po dobrą radę do mojego taty. Gdy stałem sie dorosły i odwiedzałem rodziców, to dużo rozmawialiśmy z tatą. On często podejmując decyzje sugerował się moją opinią.

2.    Jak mógłby Pan opisać swoje odczucia gdy dowiedział się, że zostaje ojcem?

To była najbardziej fantastyczna wiadomość od momentu, gdy żona powiedziała tak wychodząc za mnie za mąż. Byłem szczęśliwy, gdyż nasze plany się realizowały. Jeszcze przed ślubem ustaliliśmy, co dla nas jest ważne. Nie było w tym zaskoczenia czy też jakiejś mieszanki uczuć pełnych sprzeczności. Zawsze z żoną wszystko planowaliśmy a przede wszystkim nasze dzieci. Nie w tym sensie, że będzie dziewczynka lub chłopczyk. Zawsze chcieliśmy mieć zdrowe dziecko. Cieszyłem się, że Bóg nas obdarza dzieckiem w momencie wybranym przez nas. Nowe życie, to nie zabawa, to odpowiedzialność dla rodziców do ich ostatniego tchnienia. Tak było zawsze. Nie wiem czy pierwszy raz był lepszy od czwartego? Za każdym razem, było inaczej, bo rodził się inny człowiek.

3.    Trzymając na rękach swoją pierwszą córkę zapewne wybiegał Pan myślami w przyszłość i zastanawiał się: kim będzie?

Tak. Oczywiście jak każdy rodzic tak i ja myślałem i myślę o tym, kim moje córki mogą być, jakie mają zdolności i jak je mam wspierać, by mogły prawidłowo się rozwijać. Pomagam im w tym. Pokazuję im możliwości, jakie przed nimi stoją. One muszą wybierać. Nie zawsze te wybory z perspektywy czasu moim zdaniem są idealne, ale to są ich wybory. Oczywiście zasada ta nie dotyczy spraw zasadniczych, które mają wpływ na ich kręgosłup moralny. Tu demokracji brak. To nie może przerodzić się w anarchię.

4.    Gdy przyszła na świat najmłodsza córeczka, to czy nie pojawiła się myśl: „czemu nie chłopiec?”

Może nie każdy w to uwierzy, może nie każdy zrozumie, ale jak można patrząc na własne dziecko, na które się czekało, myśleć dlaczego nie jest kimś innym. Owoców miłości się nie wybiera. To nie jest jak wybór między kilogramem gruszek lub jabłek. Czy chciałbym mieć syna? Oczywiście tak. Czy zamiast którejś córki? Po stokroć NIE! Wszystkie moje córki są wyjątkowe, bo są moje.

5.    Spoglądając na współczesnych ojców, może rodzić się refleksja, że trzeba posiadać jakieś specjalne predyspozycje do podołania zadaniom wychowawczym. Jak Pan myśli: czy kiedyś było łatwiej być ojcem?

Ojcem się nikt nie rodzi. Czy potrzebne są jakieś predyspozycje? Może tak, może nie. Fizycznie każdy zdrowy mężczyzna może być ojcem. Moim zdaniem ważniejsza jest tu psychika. Ojcem można się stać. To długi proces. Jedni go przechodzą wcześniej, inni później, a jeszcze inni nigdy nie będą dojrzali do tej roli. Procesowi trzeba się poddać. Trzeba się otworzyć, trzeba się każdego dnia uczyć i mieć odwagę iść w nieznane. Najgorzej jest z tą odwagą we współczesnym świecie. Czy każdy dobry pedagog jest dobrym ojcem? Doświadczenie mi mówi, że niekoniecznie. Łatwiej wychowuje się dzieci obce, gdzie nie ma tak silnej więzi emocjonalnej. Czy ja jestem dobrym ojcem? Nie wiem. Wiem, że codziennie muszę się starać, by być jak najlepszym ojcem. Czy kiedyś było łatwiej? Można się licytować. Z mojej perspektywy pod pewnymi względami na pewno łatwiej było kiedyś. Mniejszy dostęp do informacji, świat zamykał się w jednej miejscowości. Wyjazd do innego miasta często był wydarzeniem. System totalitarny ograniczał swobodę przemieszczania się, swobodę myśli i przepływu informacji. Całe życie jest ciągłym wyborem. Mniej możliwości wyboru, to mniejsza możliwość rozwoju i mniej popełnionych błędów. Ale czy o to chodzi. Człowiek jest wtedy wolny, gdy może dokonywać wolnych wyborów. Najważniejsze, by wybierać właściwie. To jest wspaniałe i trudne. Ja kocham wolność. Taką mam naturę.

6.    Będąc pedagogiem spotyka się Pan z wieloma problemami wychowawczymi dotyczącymi ludzi wchodzących w dorosłość. Na ile te doświadczenia są Panu pomocne w wychowaniu własnych dzieci?

Każde doświadczenie jest dla mnie cenne. Dzięki pracy pedagogicznej wcześniej dostrzegam problemy, potrafię je określić i nazwać. Jednak każde dziecko wymaga indywidualnego podejścia. Nie można wszystkich dzieci wychowywać jednakowo, lecz im więcej doświadczeń, tym lepiej pod warunkiem, że potrafimy z nich korzystać. Proszę też pamiętać, że te problemy spotykane w pracy są problemami ludzkimi. Dotyczą konkretnych osób znanych z imienia i nazwiska. Te problemy trzeba rozwiązywać. Nie można ich zostawić w pracy. Najważniejsze jest to, by nie tracić kontaktu z rzeczywistością a problemy są po to, by je rozwiązywać.

7.    Co by Pan doradził ojcom wychowującym córki?

Nie chcę się wymądrzać ile to ja wiem i jak powinno się żyć i wychowywać córki. Ja staram się jak najwięcej rozmawiać, słuchać i obserwować. Stawiam też konkretne wymagania. Myślę, że częstym błędem popełnianym przez ojców jest przekazanie wychowania córki tylko matce. Pokutuje tu stereotyp, że dziewczyna, to powinna piec, gotować, sprzątać i prać. Nic bardziej mylnego. Dziewczyny tak jak i chłopcy mogą wykonywać różne prace. Oczywiście niektóre cechy psycho-fizyczne wynikające z płciowości predysponują lub nie do wykonywania pewnych prac. O tym trzeba wiedzieć i umiejętnie wykorzystać. Każde dziecko potrzebuje ojca i matki dla prawidłowego rozwoju. Matka odpowiada bardziej za rozwój sfery duchowej, uczuciowej. Ojciec ma większy wpływ na rozwój intelektualny, zasób słownictwa, erudycję. Trzeba też pamiętać, iż późniejsze sympatie córki będą miały swój pierwowzór najczęściej w jej ojciec. Często córka powie swojemu chłopakowi, że mój tata, to by zrobił inaczej. To jest fajne. Trzeba pamiętać, że chłopak córki nie jest Waszym konkurentem. Wiem, że jak się już pojawi, to ojciec ma takie uczucie, jakby ktoś mu pół serca wyrwał. Bądźcie przyjaciółmi chłopaków swoich córek. I tak w końcu jakiś facet zabierze córunię tatusiowi tak, jak my zabraliśmy nasze żony. Najważniejsza jest więź. Nie zniszczcie jej sami.
Mam nadzieję, że tak będę myślał za jakieś 15 lat, gdy moja najmniejsza pociecha zacznie się umawiać na randki. Dziś tego sobie jeszcze nie wyobrażam, ale ciągle się uczę i pracuję nad sobą.