Zapewne każdy rozumie pojęcie pasożyt, ale dla jasności warto na początku wyjaśnić, co to pojęcie konkretnie znaczy. Najogólniej rzecz ujmując pasożyt to organizm, który żyje kosztem innego organizmu (żywiciela), czerpiąc z niego składniki odżywcze lub schronienie i wyrządzając mu przy tym szkodę. Interesującym jest i to, a zarazem pewnego rodzaju tragedią, że pasożyt żyje w przekonaniu, iż jest żywicielem. Skąd nagle zrodziła się taka narracja dotycząca pasożytnictwa i w dodatku w Kościele katolickim. Otóż w dniu 18 czerwca 2026 roku, papież Leon XIV zatwierdził dekret o heroiczności cnót sługi Bożego ks. Júlio Marii de Lombaerde (1878–1944), belgijskiego misjonarza i założyciela trzech zgromadzeń zakonnych działających w Brazylii, którego nauka wydawać się dla wielu może jest zbyt kontrowersyjna. Według niego misja Kościoła jest nie tylko opieką duszpasterską, ale przede wszystkim walką intelektualną i potrzebą odważnych słów. To nie był typ duchownego fałszywego spokoju. Był polemistą, publicystą, kaznodzieją i organizatorem prasy katolickiej. Był też założycielem pisma katolickiego pod tytułem „Wojownik”. Według niego kapłan, to nie administrator czy neutralny animator społeczny, ale obrońca prawdy. Był tym kapłanem kiedy Kościół zmagał się z silną presją protestantyzmu, masonerii, spirytyzmu i liberalizmu religijnego, jego odpowiedzią na tę sytuację była turbofensywna apologetyka. Był młotem na różnego rodzaju prądy ideologiczne, w tym także na protestantyzm. Uważał, że w Kościele katolickim jest wiele pasożytów, którzy niczego dobrego nie wnoszą do Kościoła, a jedynie mu szkodzą.
Twierdził między innymi, że niektóre wspólnoty w tym także osoby, są pasożytami Kościoła katolickiego, próbując z niego wyssać wiarę jak pasożyty. Pasożyty te żyją tylko dzięki organizmowi Kościoła, bo gdyby oderwać ich od niego, ich życie stało by się cuchnącym trupem. Ks. Lombaerde wprawdzie wielokrotnie wprost takim określeniem odnosił się do protestantyzmu, judaizmu czy masonerii, to jednak miał na uwadze także inne społeczności czy personalia będące pasożytem Kościoła. Dziś wielu stawia sobie pytanie, dlaczego to Papież Leon XIV wynosi na ołtarze takiego kapłana, skoro jego nauka dla wielu może wydawać się zbyt mocna i zbyt jednoznaczna. Należy przyjąć tezę, że nauka ta jest dzisiaj potrzeba, wręcz konieczna, bez żadnej nuty kompromisu. Ponadto ks. Lombaerde odnosił się w swym nauczaniu głównie do pewnych religii, ideologii, a nie siał nienawiści wobec ludzi jako takich. Według niego, miłość do osoby nie oznacza zgody na fałsz, lecz kochać grzesznika i nienawidzić grzechu. Osoba ks. Lombaerde nie jest dla dzisiejszej mentalności liberalnej postacią wygodną. Przecież wielu nie ma odwagi nazwać pewnych rzeczy po imieniu, by nikogo nie urazić, nie obrazić, że coś jest błędem i upomnieć. Trzeba odróżniać prawdę od fałszu, katolicyzm od herezji, misję od relatywizmu. Właściwa, dobrze pojęta religijność nie polega na zamknięciu się w prywatnej pobożności, ale na odważnej i otwartej obronie tego, co Kościół otrzymał od Chrystusa. Zatem dekret podpisany przez Papieża Leona XIV dotyczący ks. Lombaerde, jest znakiem dla każdego człowieka wiary, aby być żywym świadkiem, głosicielem i obrońcą Chrystusa, a nie uschniętym krzewem. Mamy być obrońcami Chrystusa i Kościoła przed masonerią, wszelkim relatywizmem, liberalizmem religijnym, islamizmem, protestantyzmem.
Dla wielu taka postawa będzie odbierana jako bezkompromisowa, nie współczesna, ale przecież bardzo potrzeba, wręcz konieczna. Nie możemy pozostać niemymi figurami. Nie daj Boże, abyśmy byli sami pasożytami Kościoła katolickiego. Jednak obserwacja współczesnej rzeczywistości – przykro powiedzieć – potwierdza fakt, że pośród nas żyją pasożyty Kościoła. Są różne rodzaje i kategorie tych pasożytów. Mam na uwadze polityków, działaczy społecznych, różnych urzędasów, ludzi o różnej proweniencji, ale też niektóre osoby duchowne. Wielu będących na świeczniku nie tylko dzisiaj, ale i w przeszłości, i to niezbyt odległej, czerpało z Kościoła źródło życia, utrzymania, bezpieczeństwa, a dzisiaj stali się jego zdrajcami, wrogami. Można by tak wiele pisać na ten temat, ale ludzie myślący, zdają sobie sprawę o kim mowa. W szczególny sposób określenia te dotyczą ludzi będących konformistami. Do wielu z nich można by odnieść słowa z książki „Wszystko do umorzenia”: „Jesteś małą, zakompleksioną gnidą, Gnidą, której narcyzm nie dorasta do pięt kompleksom. Żerujesz na ludziach jak pasożyt i zostawiasz ich wyniszczonych”. Warto w końcowej fazie tej refleksji, postawić pytanie: czy czasem ja nie jestem pasożytem Kościoła, gnidą, która niczego dobrego nie wnosi, a wręcz wyniszcza go i szkodzi. Aby tworzyć zdrowy organizm Kościoła, potrzeba żyć odpowiednimi wartościami katolickim, które nas definiują. Są naszym charakterem. To nie są tylko słowa; to jest to, co robimy i jak działamy; to, co jest dla nas najważniejsze. Wartości kierują naszym życiem i pomagają nam podejmować ważne decyzje dotyczące tego, co jest dla nas najważniejsze. staje się trudne lub skomplikowane. Z domu rodzinnego wyniosłem wiarę i takie wartości jak honor, praca, uczciwość, lojalność. Nie byłbym tym, kim jestem, gdyby nie rodzina.
Amicus








