Miśka, pamiętam - tak zawsze do mnie mówiłeś. Ale wiesz co jeszcze pamiętam? Te nieprzespane noce, jak biłeś nas, mamę, jak wykrzykiwałeś, że nas nie kochasz, wyzywałeś od najgorszych. Wiem, to nie Ty, to alkohol. Jak dzieci wytykały nas palcami, bo nasz tata pije, bo leży pijany na ławce, bo koledzy go znowu przynieśli do domu, bo nie było go na dniu ojca w szkole, bo stał pod sklepem. Wiem, to nie Ty - to alkohol. Jak sprzedawałam co wtorek gazety, jak wynosiłam z piwnicy butelki po alkoholu, bo chciałam choć trochę pomóc mamie. Wiem, to nie Ty - to alkohol. Oczy mamy, tego nigdy nie zapomnę! Jak w człowieku którego kochała dostrzegła zupełnie inną osobę. Jak całymi dniami pracowała, jak robiła wszystko, żeby nikt nie wiedział. Jak się kiedyś uśmiechała, teraz już nie uśmiecha się w ten sposób, jak walczyła o Ciebie. Wiem, to nie Ty, to alkohol. Jak wyjeżdżałeś do pracy, pakowałam wtedy swoją małą walizeczkę i chciałam jechać z Tobą. Jak płakałam na dworcu, jak przywoziłeś nam zabawki, słodycze. Jak myślałeś, że to nam wszystko wynagrodzi. Jak zamiast bawić się z nami tymi zabawkami, wychodziłeś do kolegów i piłeś. Wiem, to było silniejsze od Ciebie, bo to nie Ty, to alkohol. Jak policja przyjeżdżała do naszego domu, jak musieli Cię wyprowadzać w kajdankach, jak patrzyli wtedy na nas, jak inni patrzyli na nas z tego powodu. Ale wiesz co jeszcze pamiętam? Nasze wspólne wakacje, jak byliśmy w Kołobrzegu, jak było super, jak kupowałeś nam lody, jak mama się uśmiechała, jak uczyłeś mnie jeździć na rowerze, jak nosiłeś mnie na barana. Jak wygłupialiśmy się łaskocząc w łóżku, jak chodziliśmy na spacery, jak obiecywałeś, że tak już będzie zawsze, jak się starałeś.
I wtedy to byłeś Ty, nasz "prawdziwy tata". I dlaczego nie był taki zawsze? Bo miał słabość - do czego? - do alkoholu. Nie wiesz, jak to jest wiedzieć, że butelka wódki, winka, czy piwko jest ważniejsze od nas. Nie wiesz, jak to jest patrzeć, jak inne dzieci spacerują ze swoimi tatusiami po parku, chodzą na lody, jeżdżą na rowerkach. Patrzeć jak są ze swoimi tatusiami zawsze, a nie tylko wtedy, kiedy ich tatusiowie są "trzeźwi". Wiem, że to wszystko jest silniejsze od Ciebie. Wiem, że są sprawy z którymi sobie nie radzisz, nie radziłeś i nie poradzisz. Dlaczego nigdy nie chciałeś naszej pomocy, dlaczego? Wciąż próbujesz wmówić nam i sobie samemu, że nie pijesz, po co? Przecież wiemy jaka jest prawda. Powiedzieć, że ma się z "czymś" problem, to nie oznaka słabości, niemocy. To pokazanie jak odważnym się jest by głośno mówić o problemach, to pokazywanie, że ufasz i kochasz drugą osobę, chcąc dzielić się z nią swoimi problemami. Nikt nie powie, że go "tym" obarczyłeś, nikt nie powie, że nic nie zrobiłeś, że nie próbowałeś. Na to trzeba czasu, pomocy innych ludzi, odwagi. Nigdy nie zastanowiłeś się jak bardzo nas ranisz. Jak brakowało nam Twojej miłości, bo mama - chodź tak się starała - nie była w stanie nam Ciebie zastąpić.
Dziecko jest darem od Boga. Rodzice codziennie patrzą jak dorasta, jak styka się z przeciwnościami losu, jak czerpie radość z każdego dnia, a czy Ty patrzyłeś? Bo jedyne spojrzenie jakie mogłeś "na to" mieć, to tylko przez pryzmat butelki. Czy choć raz pomyślałeś, co my czujemy, jak my cierpimy? Jak nie możemy nawiązać czystych relacji damsko-męskich, bo relacje jakie tworzyły wzór były niewłaściwe? Nie chcę powiedzieć Ci, że jesteś wyrodnym ojcem, nie do tego zmierzam, bo wcale tak nie uważam. Na skutek tych sytuacji stałam się "silniejsza", nauczyłam się żyć bez pewnych ideałów i "ostoi". Ale jestem teraz biedniejsza, biedniejsza w uczucie, to, które nazywa się "ojcowską miłością". Bo co z tego, że mieszkałeś z nami, że byłeś w domu, jak żyłeś i żyjesz w swoim świecie. Jak większość czasu, większość naszego dzieciństwa byłeś pijany.
Co roku zdmuchując świeczki na urodzinowym torcie myślę to samo życzenie: "niech mój tatuś przestanie pić". Robię to do dzisiaj, a Ty tak naprawdę nawet nie wiesz, kiedy mam urodziny, ile mam dokładnie lat. Szybka odpowiedz...i? No właśnie, nie wiesz. Jako mała dziewczynka marzyłam sobie, że jak dorosnę, to chciała bym, żeby mój tato poprowadził mnie do ołtarza w ten jeden z najpiękniejszych dni mego życia. I to następne marzenie dotyczące Ciebie się nie spełni. Nie będę w stanie Ci zaufać. Tyle razy obiecywałeś, tyle razy mnie zawiodłeś, a ja jak głupi dzieciak zawsze się nabierałam i za każdym razem cierpię jeszcze bardziej. Złoszczę się jeszcze bardziej, ale nie na Ciebie, tylko na siebie, że jestem taka naiwna. Tak naprawdę powinnam Cię nienawidzieć, powinnam zostawić to wszystko, spróbować zapomnieć. I co mi to da? Ale nie żywię do Ciebie urazy, nie nienawidzę Cię. Nienawidzę samej siebie, że nie umiem Ci pomóc. Na wszystko potrzeba czasu, nie będzie dobrze z dnia na dzień, urazy nie znikną. Ale nieważne jest jak zacząłeś, ważne jest jak skończysz.
Przeszłość ma wpływ na przyszłość jedynie poprzez nasze wybory dokonane dziś, tu i teraz. Nie będziemy już nigdy "pełną" rodziną, nie będziemy mieszkali razem, nie zejdziesz się z powrotem z mamą, nie będzie tak jak.... Nie jestem w stanie spojrzeć Ci w oczy i powiedzieć co czuje, co myślę. Okazywanie uczuć, to jeden z moich podstawowych problemów w relacji między ludźmi. Jestem oschła, a co najgorsze nauczyłam się żyć bez tej bliskości, zrozumienia, akceptacji. Nie jestem w stanie dalej udawać, że wszystko jest ok, uśmiechać się, żeby inni myśleli, że jestem szczęśliwa i nie dociekali powodu mego smutku. Spójrz w lustro i bez wahania powiedz sobie, że nie jesteś alkoholikiem, że to nie alkohol doprowadził do tego jak żyjesz teraz i, że to nie alkohol rządzi Twoim życiem. Jesteś w stanie to zrobić..? Pamiętaj Kocham Cię:
List od czytelnika








